Kiedy pies przestaje być psem ?

Od jakichś dobrych dwóch lat od kiedy myśli o nowym towarzyszu szalonego Liloka stawały się realne, w mojej głowie coraz częściej pojawiało się pytanie – kiedy pies przestaje być psem a staje się psopodobnym, dobrze wyszkolonym obiektem trwającym u naszego boku. Coraz częściej miałam możliwość przyglądania się różnym psio-ludzkim relacją, a to z kolei coraz więcej mąciło mi w głowie i dawało do myślenia – czego JA tak właściwie chce od nowego towarzysza ? ale o tym za chwilę. Widzę jeden z takich psich ideałów – idzie na spacer, równo, przy lewej nodze, nie wyprzeda, cały czas zachowuje rytm, broń boże nie napina smyczy. Stajemy, on momentalnie się zatrzymuje, siada, ruszamy lewą nogą, on również rusza. Idziemy dalej. Zatrzymujemy się, on siada, wydajemy komendę nakazująca położenie się – on się kładzie, łapy równo, tyłek prosto. Wygląda jak sfinks. Nie kręci głową, leży równo i się nie rusza.Jak kamień. Leży tak długo aż go znowu ożywimy. Chwila zabawy. Koniec. Na miejsce/do klatki.Taki pokaz robi wrażenie, ogromne. Dopracowanie każdego szczegółu, to z jaką powściągliwością pies ignoruje cały świat aby spełnić kolejną z naszych zachcianek. Podoba mi się to owszem i podziwiam taką pracę, choć widzę tu bardzo cienką granicę, granicę którą ludzie coraz częściej przekraczają pozbawiając swojego psa możliwości bycia psem.

Lilu nie jest jakoś specjalnie super wyszkolona, nie mam do tego cierpliwości, a ona czasami wykazuje zbyt małe ilości myślenia aby takową wiedzę pochłonąć, choć przyznam że czasami stara się bardzo bardzo ! Mimo to są jednak w jej zachowaniu pewne czynności wyćwiczone mechanicznie, głównie po to aby ułatwić jej życie. Swego czasu zaczęłyśmy coś tam lizać z Obi, głównie chodzenie przy nodze bo wszystko inne Lilok wykonywał i wykonuje nadal w stylu matrix lub jak kto woli slow motion. Oczywiście da się to poprawić i zrobić z tego Lilokko fast and furios, ale mi brakuje samo zapału i cierpliwości 😉 Wracając do chodzenia przy nodze – Lila bardzo to lubi, bardzo bardzo bardzo. Idzie przy nodze ładnie, z podniesioną kitą, wymachując nią przy okazji na prawo i lewo. Bardzo się przy tym skupia i zdarza jej się też przybrać przy okazji nieco inteligentnego wyrazu pyska. No więc jak lubiła, tak robiłyśmy… i się zaczęło. Li każdy spacer, nawet ten totalnie luźny zaczęła traktować jako możliwość do tuptania przy mej nodze. Zaczęła zwalniać, zwalniać aż w pewnym momencie szła 10-30 cm za moją nogą. Szlag by to trafił ! Lubie czuć napięcie na smyczy ! Może nie urywanie ręki, ale delikatne napięcie tak. Lubię czuć że nie idę sama. Koniec z chodzeniem przy nodze podczas spacerów, teraz Li ma obowiązek “iść na przód!”. U Hachika również widzę te durnowate tendencje do tuptania przy mojej lewej, ale na szczęście nie daje mu zbyt wielu okazji do robienia z siebie grzecznego pieska. Zazwyczaj jeździmy za miasto, idziemy na pola a tam Ha może być moim ukochanym niegrzecznym Hacharem który skacze po pańci brudnymi z błota łapami i ciągle zmusza do jakichś interakcji. Uwielbiam jego spontaniczność. Póki co nie mam ochoty poświęcać naszego wspólnego czasu na piłowanie po raz setny różnych komend, bo wiem że po tej chwili bycia psem, chwili ganiania z innymi czterołapnymi i tak przyjdzie do mnie głodny naszych wspólnych interakcji 🙂 Jak będzie kiedyś nie wiem. Los pokarze.Może pożałuję, może nie. Na dzień dzisiejszy wiem że nie chce u swego boku robota z kamienną, zawsze skupioną twarzą. Chce tego małego szajbusa z pyskiem roześmianym od ucha do ucha i świecącymi, pomarańczowymi ślepiami.

Wydaje mi się że ostatnimi czasy ludzie za bardzo skupiają się na tym co pomyślą o nich inni kiedy okaże się że Burek nie zostaje na 5 minut podczas gdy inne psy biegają za piłką, albo nie chodzi idealnie przy nodze, a zapominają o tym dla czego tak właściwie chcieli mieć psa. O tym co było dla nich ważne.

Zaraz minie rok, Hachikowy rok na tym świecie – nie ma idealnego przywołania (choć nad tym ubolewam głęboko… ), nie potrafi zostawać w miejscu na dłużej niż kilka chwil, nie zna miliona sztuczek, nie umie dostawiać się do nogi. Umie za to lizać szczochy, robić szklane oczy gdy chce coś wyżebrać, umie wskoczyć na mnie z rana i dać mi najbardziej obślizgłego buziaka na świecie. Umie to czego nie potrafi Lilu – iść na spacer i przejść całą drogą bez panicznego strachu przed banerami świetlnymi, okienkami piwnicznymi czy zmianą koloru kostki brukowej. Nie rzuca się na mnie w nocy z zębami, nie traci świadomości – jest idealny, taki o jakim marzyłam – normalny pies.  

Image

Image

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s