Zimowy zawrót głowy

Długo mnie tu nie było… ostatni tydzień był dość “intensywny” w doznania. Z jednej strony wypełniony psimi spacerami, a z drugiej kilkoma bardzo nieprzyjemnymi chwilami i łzami wywołanymi przez najbliższych – ALE ale ! już jest ok. Wczoraj było ok, dzisiaj jest ok i jutro też musi być ok ! Wczoraj pierwszy raz od tygodnia byłam w pracy.Nic się nie działo, telefon milczał więc mogłam dokończyć 50 twarzy szarego – ostatnimi czasy bardzo brakuje mi czytania i możliwości skorzystania ze swojej jakże wybujałej wyobraźni, a książka okazała się bardzo fajna. Wszystko było by super gdyby nie te cholerne zimno, i bynajmniej nie chodzi mi o te zimno na dworze – co to to nie ! Te zimno bardzo lubię. W końcu to za jego sprawą ilość kretynów z psami na dworze tak znacząco się zmniejsza.Nie lubię natomiast chłodu który mam w pracy. Moje stopy mimo 3 par skarpetek są zmarznięte jeszcze przez kolejną godzinę grzania ich nadmuchem w samochodzie. Praca szybko minęła, książka przeczytana, podróż do domu minęła szybko. A w domu – pierwszy raz czekał na mnie obiad ! I to nie byle jaki. Spodziewałam się że dostanę coś z zamrażarki i po cichu obstawiałam nawet pierogi z truskawkami. Moje  pierogi okazały się jednak pysznymi francuskimi grzankami z mozarellą, pomidorami i dużą ilością ziół. Uwielbiam takie lekkie jedzenie. Wieczorem wybraliśmy się z życzeniami urodzinowymi do mojej babci. Hacharski poszedł z nami. Miałam nadzieję że będziemy sami, ale po przekroczeniu progu okazało się że zebrała się cała rodzina. Od razu pomyślałam że będzie wesoło… Hachi za pewne się nakręci uściskami babci, głaskaniem kuzynów i całusami mojej mamy. Na szczęście po raz kolejny bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoim zachowaniem. Po raz kolejny jestem z niego dumna.

Dzisiaj spacerowo, a dokładniej sankowo-spacerowo. Zabraliśmy psy nad jezioro. Najpierw kilka minut ciągnięcia sanek, później kolejne minuty spaceru, znowu sanki, a na koniec frisbee z Ha. Mały bardzo lubi odbijać się od ciała. Robi to bardzo ładnie, bezpiecznie. Myślę że możemy do tego wszystkiego dołożyć łapanie.

Od kilku dni chodzi mi po głowie jedna piosenka… widzę już nawet nasz freestyle. To wszystko jest dla mnie takie nowe, ekscytujące. Nie chce się spieszyć. Chcę dobrze się przygotować. Pierwszy raz nie muszę martwić się o psa, jak było to w przypadku Lili, a o siebie. Wiem że on da radę, ja jedynie bardzo chciała bym mu dotrzymać kroku. Z kuli niego chodzę na ten cholerny pilates, robię to czego nienawidzę i ograniczam wchłanianie słodyczy. Czasami śmieję się sama do siebie… Hachiku coś ty ze mną zrobił.

Mój Mały Chłopiec

Image

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s