Za dużo…

Godzina 14:30. Kończymy pracę, wyłączam komputer, zapinam psy, zamykamy drzwi, idziemy do auta. Po drodze psy robią siusiu, pakujemy się do auta. Dzisiaj nie jedziemy prosto do domu, trzeba jeszcze zahaczyć o klienta w Katowicach. Wyjeżdżamy z podwórka, przejeżdżamy tunel i czekamy na włączenie się do ruchu. Siedzę  na miejscu pasażera, grzebie w kieszeni. Nagle z mojej prawej strony, zaledwie 2m ode mnie coś spada i uderza o chodnik. W pierwszej sekundzie przez głowę przeleciała mi myśl “sople”. To nie jednak nie sople, to kobieta. Wyskoczyła z okna, o 14:40, w środku dnia, dwa metry ode mnie. Jestem w szoku. W pośpiechu wyskakuje z auta w jej kierunku. Już wiem. To ona. Z tunelu wybiega jej mąż, biegnie do niej, krzyczy jej imię. Chyba właśnie wrócił z pracy. Wiem że muszę go powstrzymać, on nie może jej dotknąć ani obrócić. Mógł by zrobić jej dodatkową krzywdę. Skoczyła prosto na głowę… Wszystko dzieje się przed HelpCompem, dzieje się bardzo szybko… za szybko. Krzyczę aby wezwali karetkę, sama nie mogę zlokalizować swojego telefonu. Mąż dalej krzyczy i płacze, chce ją dotknąć. Staramy się go opanować. Spod jej głowy leje się krew. Dużo krwi. Nie widzę jej twarzy, zasłaniają ją włosy – długie i czarne. Wiem że pod nimi są niebieskie oczy. Znam je. Dziewczyna oddycha, tylko to powstrzymuje mnie od płaczu. Nie mogę słuchać rozpaczliwych krzyków jej męża. Przyjeżdża karetka, R każe mi wsiadać do auta, wie że nie mogę na to patrzeć… że to dla mnie za dużo. Widuje tą kobietę od jakichś czterech lat. Mieszka naprzeciwko biura. Ma koło 30stki, jest bardzo ładna. Chyba jest cyganką. Rodzina jest biedna, ale wydają się w miarę normalni jak na mieszkańców tego miasta. Nigdy nie widziałam ich pijanych. A może widziałam, ale nie zwróciłam na to uwagi, nie wiem. Wydaje mi się że nie. Ok dwa miesiące temu. Ten sam schemat z tym że godzina sporo późniejsza. Koniec pracy, droga do auta. R wyszedł szybciej żeby coś zanieść. Woła mnie. Mówi że w tunelu siedzi jakieś dziecko i płacze, nie odzywa się do niego. Widzę. W tunelu siedzi ona – to nie dziecko, ale dziewczyna, ok 30stki. Znam ją. Jest bardzo zimno, a ona siedzi na ziemi tylko w koszulce na ramiączkach, długiej spódnicy i skarpetkach, siedzi i płacze. Podchodzę i pytam co się stało. Początkowo nie chce rozmawiać, po chwili przytula moją rękę. Okazuje się że uderzył ją mąż. Ma na czole ogromnego krwiaka. Dziewczyna słabnie, czuje od niej alkohol, ale nie jakąś duża ilość. Przychodzi R, dzwoni na pogotowie i policję. Cały czas otulam ją przyniesionym kocem i trzymam za rękę którą ona mocno ściska. Osuwa się na ziemię i już nie płacze, traci przytomność.Zabiera ją karetka, tak samo jak i dzisiaj. Po sytuacji z przed ok. dwóch miesięcy widziałam ją kilkukrotnie, chyba mnie nie pamiętała. Wyglądała dobrze, uśmiechała się. TO wszystko wydarzyło się naprawdę.. dzisiaj. Ciągle boli mnie brzuch.Mam nadzieję że nic jej nie będzie. Nie wiem z kim o tym porozmawiać.. to dla mnie za dużo. Co ją do tego skłoniło ?

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s