Czwartkowy luz

Wczorajszy czwartek miał upłynąć pod znakiem błogiego lenistwa – w takie dni mam już wyrobiony pewien schemat : pobudka między 9:00 a 11:00, poranna toaleta, śniadanie, wyciąganie Liloka na siłę na dwór, wyjście z czterołapami na siusiu, powrót do domu i szybkie ogarnięcie wszechobecnego burdelu, spacer, powrót koło 13stej (związany z Extreme Makeover Home Edition na Polsacie 🙂 ), dalsze ogarnianie burdelu, robienie obiadu i czekanie na powrót z pracy R. Nie wiem co mnie wczoraj podkusiło aby zmienić ten nasz idealny, dopracowany schemat – ahh, już wiem co – cholerne słońce. Zaczęło się od standardu – pobudka po dziesiątej, poranna toaleta i zamiast śniadania wyjście z wesołą trójką na siusiu. Na dworze zaskoczyła mnie ładna pogoda i słońce. Jakimś pechem wyczułam w kieszeni kurtki kluczyki do samochodu i machina poszła w ruch. Zamiast wrócić do domu na śniadanie bez którego zazwyczaj z domu się nie ruszam, zabrałam moje potwory nad jezioro położone nad jeziorem Dzierżno (miejsce znane m.in. z tego że można je było zobaczyć w Kuchennych Rewolucjach – sezon 6, odcinek 4). Resztki śniegu, gęganie kaczek na jeziorze, słońce i szalejące psy. Po jakichś 20-30 minutach sms z propozycja spaceru w Zabrzu… no i pojechaliśmy. W spacerze towarzyszyła nam Madi Maadi Maaaaaadi i Mru. Hachiko i Mru najlepszymi kolegami niestety raczej nie zostaną – zbyt duże “różnice światopoglądowe” heh Podczas naszej przechadzki P pokazała mi jak w inny sposób niż ten stosowany przeze mnie nauczyć psa dostawiania się do nogi – Ha załapał bardzo szybko. W czasie kiedy P pracowała z Hachim, musiałam trzymać za szelki mojego najwspanialszego OBIdoga – Lilu – bo aż rwała się do pracy. P postanowiła sie zlitować i wzięła w obroty również merlatą księżniczkę. Uwielbiam patrzeć jak chodzi przy nodze z wysoko podniesioną kita machając nią w te i wewte. Widać że bardzo jej się to podoba. Jakiś czas temu troszkę obi z nią ćwiczyłam, niestety im dalej i “dokładniej” tym bardziej frustrująco dla mnie i nie tak fajnie dla Lilu… Mój charakter choleryka niestety mimo usilnych prób nie sprawdza się za bardzo w tego typu ćwiczeniach, ale kto wie, może jeszcze do tego wrócimy. Powrót do domu nastąpił nieco później niż planowałam więc pranie, sprzątanie, obcinanie Lilu (o tym później ehh), odkurzanie, nakarmienie psów i gotowanie odbywały się jednocześnie. Powrót R, obiad, krótki odpoczynek i pilates. Na pilatesie znowu małe rozczarowanie swoją osobą gdyż okazuje się że mam problem nie tylko z rozciąganiem ciała, koordynacją ruchową (ciężko połączyć mi jednocześnie ruch nóg i rąk) ale jeszcze moją “prawa strona” nie nadąża za lewą…trochę to dołujące zważywszy na to że jestem jedyną osobą na sali z takimi problemami, a równocześnie jestem też najmłodsza na zajęciach. Koło dwudziestej wróciłam do domu i w planach miałam opanowanie sofy i laptopa. W przedpokoju coś mnie tknęło – wzięłam saszetkę, Ha i kliker i poszliśmy na chodnik przez blokiem. Pracował bardzo fajnie – dostawianie połączyliśmy z zostawaniem i przywołaniem. Oczywiście coś musiało się stać… Po raz kolejny jeden z naszych rudnych sąsiadów postanowił wyjść na dwór ze swoim równie durnym psem. Owy pies podczas ostatniego roku już XX razy rzucał się na Hachika i Lilu to wybiegając z klatki, to z za krzaków, to z za auta, dwa razy rzucał się do R a ostatnio wybiegł na nas ze schodów rzucając i zaliczając kopniaka od R. Jego właściciel nawet nie pofatygował się aby po niego zejść – wysłał kolegę, a ze słów “smyczy k*** nie masz!” jak widać po raz kolejny nic sobie nie zrobił. Sąsiad ma to w dupie, a ja po raz kolejny mam psa z roz*** mózgiem, podenerwowanego i wystraszonego. I nici z kolejnych ćwiczeń przed klatką przez najbliższy czas… Czasami po takich sytuacjach wyobrażam sobie jak spuszczam w takiej sytuacji całą trójkę ze smyczy, a one robią z tym psem porządek… niestety, albo i stety dla tego psa, nigdy do tego nie dojdzie bo wiem że Lilu najpierw unicestwiła by czarnego włochacza, a później jej mózg odmówił by dalszej współpracy przez kolejny tydzień, z Ha podobnie – sprzeczkami z innymi psami się nie szczególnie przejmuje, ale ten działa na niego wyjątkowo negatywnie. Jedyną w dupie wszystko mającą jest Kira. Nie mam zielonego pojęcia co zrobić w tej sytuacji skoro słowa nie docierają…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s