Czas na zmiany

Jak powszechnie wiadomo Hachiko nie był od początku moim psem, w związku z tym i kilkoma innymi rzeczami nie miałam żadnych większych oczekiwań względem niego. Właściwie po za tym aby można było iść z nim na normalny spacer oczekiwań z mojej strony nie było żadnych… Przez ostatni rok robiliśmy niewiele, a przynajmniej świadomie – nic konkretnego, głównie pierdoły które w mniejszy czy większy sposób miały sprawiać nam frajdę. Oczywiście coś tam z frisbee już umiemy, ale nie było to robione na zasadzie “musisz się tego nauczyć”, a raczej “wow, ty to umiesz” i sprawdzanie ile umie jeszcze. Głównym naszym zajęciem było spacerowanie, durnienie i tulenie się. Patrząc na to wszystko z perspektywy dzisiejszej widzę jednak że przegapiłam chyba “ten” moment od którego powinnam była wprowadzać zmiany, ale okazuje się że na szczęście nie wszystko stracone. Około tydzień temu zaczęliśmy sesję wkładania kubeczków do pojemników – wszystko niby fajnie, Ha szybciutko załapał, co prawda panował mały chaos ale pozwoliłam mu na to bo wiedziałam że jest to spokojnie do ogarnięcia.Już na pierwszej sesji kubeczki lądowały w pudle jeden po drugim – byłam wniebowzięta. Kolejny dzień i kolejne klikanie kubeczków – znowu wszystko ok, Ha się uspokoił, tym razem wkładał kubeczki a nie wrzucał… ale do czasu. Po jakimś 3 razie nagle Hachiko stwierdził że on jednak wolał by się potulić, bo w sumie kubeczki go nudzą i tak w ogóle to jemu już się nie chce. Pomyślałam ok – mój błąd. Może sesja trwała troszkę za długo (choć nie trwała…), niepotrzebnie też robiłam to drugi dzień z rzędu. Później wszystko sobie przemyślałam, poobserwowałam go trochę i dopiero wtedy zauważyłam że przegapiłam “ten” moment… Hachiko od pewnego czasu miał wszystkiego za dużo – za dużo pozwoleń, rozrywek i co najważniejsze – za dużo mnie. Byłam dosłownie na każde jego skinienie, 24h na dobę, w domu, w pracy. Albo się bawiliśmy, albo tuliliśmy, chodziliśmy na spacerki, ćwiczyliśmy pierdoły. Ja szłam do ubikacji, Ha za mną, ja do kuchni Ha za mną… Za dużo tego. Od kilku dni sytuacja jest inna – więcej wymagam niż daję. Nie ma już biegania za mamą krok w krok. Czytam książkę, chcę spokoju – Ha ma iść na koc i tam siedzieć. Początek był trudny, nawet bardzo, ale idzie nam coraz lepiej i widzę zmiany. Wczoraj wieczorem wybraliśmy się z Ha i Ki na spacer po Gliwicach. Nie narzekam na spacerowanie z Ha, nie ciągnie jakoś specjalnie, jest grzeczny ale do tej pory główną frajdą jeśli akurat nie ćwiczyliśmy było wąchanie wszystkiego co się dało – wczoraj było inaczej. Cały spacer, dobre półtorej godziny chodzenia po mieście, po rynku wśród ludzi było super. Dla Ha istniałam tylko ja, bez większego zabiegania o jego uwagę. Mam nadzieję że wytrwam.

Advertisements

One Comment Add yours

  1. Aneta says:

    Dasz rade 🙂 Ha ma Ciebie a Ty jego – wspólnie osiągniecie cel 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s