Moja Lilu.

on

Smutne wieści o Liloczkowym bracie nieco mnie przytłoczyły, a w mojej głowie skumulowały się myśli jak to będzie u nas… mam nadzieję że mimo wszystko będzie długo i dobrze, chociaż świadomość że w bliżej nie określonym “kiedyś” może trzeba będzie podjąć jakąś trudną decyzję cały czas we łbie siedzi. Na razie siedzi cicho i nie przeszkadza za bardzo w życiu – na razie jest dobrze, a to bardzo cieszy i daje nadzieję ! W ogóle po ostatnim weekendzie agilitowym kiedy to usłyszałam sporą dawkę bardzo miłych słów na temat Lilu od zupełnie obcych mi ludzi bardzo się podbudowałam, a moja duma z Lilu osiągnęła high-level 🙂 “ten pies w ogóle był kiedyś na torze bo nie kojarzę?” “tak była kilka razy 4 lata temu ale tylko na hopkach 10cm” “WOOOOW” .Przez te ostanie 5 lat liznęłyśmy różne rzeczy takie jak agility, pasterstwo, frisbee czy nawet podstawy obi i we wszystkim Lilu dawała i daje radę. Mistrza świata niestety nie przewiduję dla niej (nas) w żadnej z tych dyscyplin, ale mistrza podwórka jak najbardziej. Często się zastanawiam jak by to było gdyby mojej królewnie nie przeszkadzały w życiu siedzące w głowie demony – jaka by była ? Czy była by nadal moim ukochanym ciapowatym Lilokiem? Czy była by zawsze zwarta i gotowa do wykonania pokazu dla szerszej publiczności? bardzo mnie to ciekawi. Właściwie charakter Li odpowiada mi w 99%, mimo iż demony czasami przeszkadzają. Po niedzieli uświadomiłam sobie również iż te wszystkie małe sukcesy z Lilu sprawiają mi o wiele więcej radości niż te osiągane z Ha. Oczywiście te z Ha również cieszą, ale ze względu na “łatwość” z jaką przychodzą chyba jednak cieszą nieco mniej. Czasami odnoszę wrażenie że posiadanie takiego normalnego psa jest nudne i baaardzo mnie rozleniwiło – a właściwie to na pewno mnie rozleniwiło. Czas ścisnąć pośladki.

ahh Haczastego nadal boli tylna łapka – a dokładniej stłuczone kolano. Wczoraj po wygłupach z Kiki na zapleczu kilkukrotnie lekko pokulewał, a samo kolanko nadal jest wrażliwe na dotyk eh 😦 oj ja głupia i niemyśląca…

W zeszłą sobotę pobawiliśmy się również chwilkę z Ha w posłuszeństwo i inne nudy. Coś zaczęło nam tam wychodzić, ale niestety jestem marnym przewodnikiem jeśli chodzi o te sprawy… nie potrafię przelać na Ha mojego udawanego zapału i radochy, zresztą on chyba (a właściwie to na pewno) widzi te moje “udawanie”. Mimo to pracował ładnie –  ale świecące oczy i urwanie dupy pojawiło się dopiero kiedy zamieniliśmy żarło na zabawkę, a ćwiczenia zmieniliśmy na bardziej dynamiczne. My chyba oboje jesteśmy po prostu stworzeni do zapierdalania…  😉

Advertisements

One Comment Add yours

  1. Zocha27 says:

    Radość z sukcesów zawsze cieszy, ale jeśli pożądany efekt uzyskuje się z potem na czole, to szczęście jest jeszcze większe! Demony w psiej głowie? Ha, nie tylko twój psiak ma takie problemiki 🙂 Moja Zula w kwestii szkolenia jest trochę jak kot – chce się jej i widać smakołyk – ok, może nawet stanąć na głowie! Ale kiedy demon lenistwa zakrada się do umysłu… jeden dzień treningowy mam z głowy! Ani siad, ani leżeć… Taka psia natura

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s