on

Jako że Hachinko-Pachinko nadal miał bolawe kolanko, a Liloczkowi skończyły się prochy odwiedziliśmy Pana Weta. Kolanko tylko stłuczone, recepta wypisana. Godzina była dość wczesna – koło 18stej – więc postanowiliśmy to wykorzystać i chwilkę pospacerować po Parku Chorzowskim. Cisza, spokój – bardzo dawno nie widziałam tak opustoszałego parku. Po drodze minęliśmy zaledwie kilka osób. W drodze powrotnej mój głos odmawiał powoli współpracy, później dołączył do tego ból gardła. Dzisiaj rano obudziłam się w potwornym bólem w całej klatce piersiowej. Po południu kiedy wydawało mi się że jest już lepiej, zachęcona spoglądającym zza okna słońcem postanowiłam wyjść na chwilkę na dwór z Hacharskim aby się pobawić. Poćwiczyliśmy zostawanie, aportowanie i inne sraty taty. Okazało się że nieświadomie zrobiłam kolejną gafę – na komendę “dołem” nauczyłam Ha obiegu, z tym że pod nogami i teraz pojawił się mały problem w przebieganiu pod nogami na wprost. Dodatkowo nie używając zbytnio mózgu próbowałam wprowadzić przebieg pod nogami na wprost powtarzając co rusz komendę oznaczającą co innego… – jednak nie było lepiej. Mój mózg totalnie odmówił posłuszeństwa i postanowił nie współpracować z resztą mojego ciała dla tego wolałam już tego nie ciągnąć i przełożyć robienie produktywnych rzeczy na później. A teraz umieram sobie w spokoju na łóżku z Haczastym po prawej i Lilu po lewej. Jutro wystawa w Katowicach. Jestem ciekawa czy rano będę w ogóle w stanie wstać z łóżka…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s