Frisbee – przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania…

…bądź skonsultuj się z doświadczonym zawodnikiem gdyż każdy dysk niewłaściwie stosowany zagraża psiemu życiu lub zdrowiu.

Coraz częściej odnoszę wrażenie że ulotki informacyjne powinny być dołączane do sprzedawanych dysków frisbee.

Za oknem zaczyna pojawiać się słońce, na forach, twarzoksiążce, alegratce i allegro coraz więcej zapowiedzi miotów, coraz więcej już urodzonych borderków z potencjalnym potencjałem do bycia mistrzem świata w sportach wszelakich znajduje nowe domy – mówiąc prościej zaczyna się sportowy szał. W ciągu ostatnich 2 lat coraz częściej odzywają się do mnie i R zupełnie obcy ludzie z prośbami o poradę czy też spotkanie frisbowe.  To że odzywają się do R jak najbardziej rozumiem, sama mam niecichą, a bardzo głośną i wyrażaną przy każdej możliwej okazji nadzieję na to, że R nauczy mnie w końcu rzucać tossa. Nie rozumiem natomiast dla czego o rady proszą mnie. Nie żebym była total nogą jeśli chodzi o frisbee, coś tam rzucić umiem, psy też kilku rzeczy nauczyłam ale mistrzem na razie nie jestem. Od pewnego czasu staram się również “nie radzić” niepytana, no chyba że jest to nasz klubowy trening frisbee i robimy ogólną burzę mózgów.  Odzywam się jeszcze w tedy kiedy widzę że ktoś jest bardzo bliski zrobienia psu krzywdy… a takich ludzi jest ostatnio coraz więcej. Ale przyznam szczerze – takie pytania bardzo łechtają moje ego, a ja staram się odpowiadać na nie możliwie jak najlepiej potrafię.

Od około grudnia/stycznia dekle wyciągam dość rzadko z kilku powodów – jeden. jest za zimno, marzną mi łapki, a koślawe rzucanie w rękawiczkach mija się z celem, dwa. w związku z pierwszym trudno jest się rozrzucać w grubej kurtce i przypomnieć ręce jak to było, trzy. mój pies chce więcej, a ja bez jedynki i dwójki mogę mu jedynie zrobić krzywdę czego bardzo bym nie chciała. Co znaczy że pies chce więcej – otóż gdzieś koło stycznia, podczas jednego z naszych baaardzo rzadkich treningów Ha dowiedział się co to vault (nieplanowanie) i niestety lub i stety bardzo mu się to spodobało dla tego przy każdej możliwej okazji sprawdza czy oby na pewno nie chodziło mi o odbicie od nogi, brzucha czy też twarzy. Oczywiście skłamała bym gdybym napisała że ten nieplanowany vault był jednym jedynym i nigdy więcej go nie poczyniliśmy – nie, poczyniliśmy kilkukrotnie. Ha ma dopiero 14 miesięcy dla tego staram się nie przesadzać z takimi ewolucjami, natomiast nie wykluczam ich w tym wieku kompletnie. Za pewne grono osób czytając to co piszę się oburzy, inna grupa obsmaruje mi mój jędrny tył, a kolejna grupa pewnie zrozumie. W Polsce wiek w którym można zacząć startować z psem w konkurencjach freestyowych to 18 miesięcy (na świecie różnie 18, 12 i bez ograniczeń jak np. w USA) – spora ilość psów przekraczając magiczną granicę 18stu miesięcy rozpoczyna więc swoje starty, podczas których możemy zobaczyć różnego rodzaju overy, flipy czy też vaulty. Oczywiście, wtedy nikt się nie burzy, pies skończył 18 miesięcy, według regulaminu wolno więc “wolno”. Mało kto jednak pamięta o tym, iż figury które są prezentowane podczas zawodów nie zostały nauczone dzień czy dwa dni wcześniej…  a sporo wcześniej (chodzi mi o te poprawnie wykonywane a nie na kamikadze). Ja osobiście jeszcze 1-2 lata temu byłam za twardym trzymaniem się tych ogólnie przyjętych granic, iż zabawę z frisbee najlepiej rozpocząć kiedy pies skończy rok, kiedy skończy się rozwijać, a trudniejsze i wyższe elementy wprowadzić dopiero po 18 miesiącu. Od kiedy jeżdżę na zawody obserwuję różne psy i ich przewodników. Od kiedy poznaję “nowych” w świecie frisbee, moje poglądy się nieco zmieniły. Sama rozpoczęłam “przygodę” Ha z frisbee już tydzień po jego przybyciu do naszego domu – patrząc na to z perspektywy dzisiejszej niestety dość niefortunnie i za pewne dziś postąpiła bym inaczej. Oczywiście nie była to zabawa frisbee, bieganie za dyskiem itp – było to najzwyczajniejsze w świecie zabieranie na klubowe treningi podczas których Hachiko obserwował co dzieje się w okół, jak pracują inne psy i co w ogóle robimy. Przy okazji nauczył się też drzeć ryj z całych sił i nakręcać na sam widok frisbee ale to już inksza inkszość – ta zła, którą bym zmieniła gdyby sytuacja własnościowa Ha była rozwiązana. Nie pamiętam dokładnie w jakim był wieku kiedy sam rozpoczął zabawę z frisbee, ale pamiętam jego dwa “pierwsze razy”. Pierwszy kontakt z frisbee kiedy to podczas treningu zerwał się ze smyczy i ile sił w nogach pognał w kierunku R (który w tym czasie tossował) i zawiesił się na trzymanym przez R dysku jak mała pirania. Drugi “pierwszy raz” dotyczył aportu – byliśmy wtedy sami z R i suczydłami. R chwilę poćwiczył z Kirą, w tym czasie straciłam czujność i wypuściłam z ręki linkę która przypięta była do Ha. R wyleciał z ręki jeden z dysków i potoczył się jak roller. Gnojek momentalnie za nim pomknął, chwycił i przyniósł co wprawiło nas w osłupienie bo nawet nie marzyliśmy o psie z wrodzonym aportem. Overki zaczęliśmy czynić w wieku coś koło 7-8 miesięcy. Na początku były tragiczne – ale nie sam wyskok, lecz ułożenie mojego ciała i wypuszczanie dysku z ręki – nieświadomie utrudniałam Ha jak tylko się dało. Flipów zakosztował w wieku ok 10 miesięcy. Pierwszych nie z mojej ręki, lecz z ręki osoby duuużo bardziej doświadczonej która była tego samego zdania co ja – że Ha jest już na to gotowy. Flipy wychodzą nam różnie. Kiedy ja użyję mózgu są zadowalające, kiedy mój mózg pozostaje w stanie spoczynku, a górę biorą lilokowe przyzwyczajenia… no… lepiej nie pisać.  Od dość wczesnych chwil pracuję też z H nad wyskokiem i lądowaniem. Jestem naprawdę zadowolona – ale wracając do meritum, bo jak zwykle się bezsensownie rozpisałam – moje zdanie na temat “szybkości” wprowadzania poszczególnych figur/akrobacji bardzo się zmieniło.  Tak często mówi się o tym magicznym wieku 18st miesięcy, a na zawodach czy filmikach (o zgrozo!) można zobaczyć ludzi których psy i w wieku tych magicznych 18 miesięcy i więcej nie są w ogóle przygotowane do tego typu ewolucji. Odnoszę w ogóle wrażenie że co po niektórym się wydaje, iż wystarczy aby pies przekroczył tą magiczną linię wiekową i już. Mało kto myśli o tym że do takich niebezpiecznych ewolucji należy przygotować po pierwsze psa, po drugie siebie. Baaa  ! Mało kto w ogóle zastanawia się nad tym jak bardzo niebezpieczne są źle wykonane vaulty, flipy czy nawet głupie overy ! Oczywiście nie od razu Rzym zbudowano i każdy popełnia błędy, ale jeśli mamy możliwość zminimalizowania ryzyka to skorzystajmy z niej. Przygotujmy psa, przygotujmy jego ciało i mózg. Przygotujmy też siebie – nauczmy się przybierania odpowiedniej pozycji, utrzymywania równowagi, czy też samego wypuszczania dysku z ręki. Dzięki temu szybciej uzyskamy efekt o jaki nam chodzi, ułatwimy znacznie zadanie psu i przede wszystkim  zminimalizujemy ryzyko kontuzji (naszej i psa). To tyczy się nie tylko vaultów ale całego “dog frisbee”. Nie wpuszczajmy od razu psa i samych siebie na głęboką wodę – zacznijmy od podstaw które są NAJWAŻNIEJSZE. Podczas korespondencji z “nowicjuszami” najczęściej spotykam się z pytaniami “a kiedy mój pies zacznie skakać po dysk?” – a skąd ja to mam wiedzieć ? Może jak będzie gotowy? może szybciej pójdzie jak mu w tym pomożemy ucząc go jego własnego ciała, ucząc się odpowiednio rzucać ? Nie. Zazwyczaj musi być jakiś magiczny środek albo “czas” – dzień, dwa, tydzień, miesiąc.  Podstawy są nudne więc od razu najlepiej przejść do czegoś bardziej widowiskowego – o może vaulty – “jak nauczyć psa vaultów?” – Ja:”umiesz rzucać ?” X:”no coś tam umiem” Ja:”Pokaż filmik” X:”proszę”Ja:”nie, nie umiesz rzucać. zacznij ćwiczyć rzuty bez psa. O tutaj i tutaj masz filmiki gdzie pokazano jak trzymać dysk, jak go wypuszczać z ręki. Wyjdź bez psa, obierz sobie jakiś cel i ćwicz. W między czasami pracuj z psem nad podstawami. Pokaż mu że dysk jest fajny, szarp się, popracuj nad aportem, naucz psa łapać dysk na razie z ręki – prawo i lewostronnie. Bla bla bla blabla bla bla bla bla bla blablablabla…..”. X:”okej dzięki”. Tydzień później twarzoksiążka, a na niej link do filmiku na którym przewodnik który 1. nie potrafi rzucać 2. nie rozumie się w ogóle ze swoim pupilem 3. nie rozumie sensu co po niektórych figur wraz ze swoim psem który 1. jest totalnie nie przygotowany 2. nie ogarnia swojego ciała 3. nie rozumie swojego przewodnika 4. nie potrafi złapać dysku 5. nie ma aportu czynią “cuda” od oglądania których aż bolą zęby. No i działa to również w druga stronę – jest grono osób które rzeczywiście bierze sobie jakieś rady do serca, szlifują podstawy, o “cudach wiankach” nawet nie myślą do póki nie usłyszą od innych że już tak właściwie mogą. Dziwi mnie jednak to że mimo takiego dostępu do  wiedzy jaki jest w chwili obecnej (internet, seminaria, zawody) co po niektórzy “doświadczeni” właściciele czterołapnych rozpoczynający ze swoimi kolejnymi pociechami przygodę z dog frisbee również pomijają podstawy. Nie wiem, może to tylko ja jestem taka wyczulona kiedy widzę psa “lądującego” po wyskoku jak szmata rzucona o ziemię. Jest to tym bardziej przeraźliwe patrząc na to jak wielką popularność frisbee zdobyło – wszyscy chcą lepiej, wyżej, dalej, mocniej. Mam nadzieję mimo wszystko że z tym “wyżej i dalej” będzie także w parze szło “rozsądniej”. Wracając do meritum, moje zdanie jest takie iż to kiedy wprowadzamy poszczególne rzeczy powinno być zależne nie od wieku (ofc bez przesady, poczekajmy aż pies się rozwinie !) ale raczej od przygotowania przewodnika i psa. Nie róbmy nic na siłę, bo “już czas”, bo Fafik Zosi już to robi, albo dla tego że fajnie to wygląda – róbmy z głową, a zasada wyżej, mocniej, dalej nie koniecznie oznacza lepiej.  Reszta później bo w chwili obecnej mój nos przypominający kulfonowy odmawia mi posłuszeństwa.

ps. dostałam kilka pytań o Hachikowy filmik frisbowy i o to czy będzie nas można zobaczyć w tym sezonie na freestylach – filmiku stricte Hachikowo frisbowego raczej nie będzie, przynajmniej nie w najbliższym czasie – jestem zbyt leniwa – zapominam aparatu. W sieci jest wystarczająco dużo dobrych filmików, które naprawdę warto zobaczyć. Startów we freestyle w tym sezonie na dzień dzisiejszy nie planuje. Startowe “plany-marzenia” są… ale czy się spełnią, zobaczymy 🙂

Advertisements

3 Comments Add yours

  1. Zołczak says:

    “Ci niektórzy” 😉 trzymają się zasady “nie rób flipów i vaultów przed ukończeniem 18mies” nie dlatego bo tak wypada czy bo tak jest w regulaminie zawodów. Robią tak bo wiedzą że układ kostny psa rozwija się mniej więcej do 18mies życia a tego typu ewolucje bardzo obciążają stawy. To że pies ma świetnie rozwinięte mięśnie to super, chwała mu za to ale stawy i kości ma odpowiednie do wieku.
    Nieodpowiedzialny i niepoczątkujący pozdrawia 😛

    1. trzypsy says:

      To że psi układ kostny rozwija się do ok. 18 miesiąca życia to coś, o czym chyba każdy wie – wydawało mi się to oczywiste, ale jak widać nie jest 😉

      “Niektórzy” czekają i chwałą im za to – ale niech też ci “niektórzy” pamiętają o tym, że przekroczenie tego wieku nie oznacza iż po 18miesiącu nie trzeba psa przygotowywać do tego typu rzeczy – nadal trzeba to robić.

      Inni “niektórzy” będą robić takie rzeczy jak vaulty mimo wszystko – choćby nie wiadomo ile mówić o 18stu miesiącach, jak drastyczne filmiki wstawiać itp tego się nie zmieni – tak zawsze było, jest i pewnie będzie. Ale jeśli już chcą i mimo wszystkiego co się mówi i piesze i tak będą to robić – niech robią to jak najmniej inwazyjnie się da, z głową.

      (Czy) odpowiedzialny (tego nie wiem, ale się staram) i jak najbardziej początkujący – również pozdrawiam.

  2. Tamara says:

    Bardzo dobrze napisane !

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s