Frisbee – przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania… PART TWO.

No i się zaczęło. Szczerze mówiąc miałam cichą nadzieję że pierwsza część postu jeśli już zostanie przeczytana, to ze zrozumieniem i w całości – a nie wybiórczo. “Hachiko napierdziela vaulty, a ma dopiero 14 miesięcy !” “O boszz, ta jego właścicielka to ma dopiero ciśnienie” – tak mam, dzisiaj dość wysokie, gorączkę również, a do tego katar i nos jak od kulfona. Ludzie trochę pomyślunku ! Przecież nikt normalny nie będzie napierdzielał z czternastomiesięcznym psem vaultów wysyłając psa w kosmos 😉 Od pewnego czasu wykonuję z Ha kilka ćwiczeń na poprawę skoku i lądowania – zapożyczone od jednej z osób które w świecie frisbee cenię. Ćwiczenie jest dość proste, podobne było swego czasu prezentowane podczas seminariów z serii LADC (ćwiczenie z klatkami). Zamiast klatek użyta została piłka rehabilitacyjna –  zaczęliśmy od mniejszej z moich piłek “peanuta”, ma on też większą powierzchnię, jest sporo niższy. Początki – stanie na piłce (bez wskakiwania, z położeniem na niej psa), utrzymywanie równowagi, siadanie, pacanie, kółeczka i inne cuda aby pies zrozumiał o co w ogóle w piłce chodzi. Później wskakiwanie na piłkę i znowu wykonywanie wszystkich wcześniej wymienionych czynności, zeskakiwanie. No i właśnie – czy takie wskakiwanie i zeskakiwanie z piłki, łóżka, naszych kolan to nie czasami wstęp do vaultów ? Dla mnie jak najbardziej. Vault to nie tylko wysłanie na pełnym pędzie psa jak najwyżej i jak najdalej po to aby złapał dysk z wykorzystaniem jako “wyrzutni” naszego ciała. Jeśli ktoś tylko w taki sposób widzi vaulty to chyba ma problem i duże prawdopodobieństwo że jego pies w przyszłości (niezależnie od tego czy skończył 18 miesięcy, czy nie) również będzie je miał… Wracając do naszych ćwiczeń – w późniejszym okresie wykorzystaliśmy piłkę w ćwiczeniach na świadomość zadu, a następnie kiedy było już widać że Ha  wie iż z tyłu znajduje się jego pupa którą trzeba kontrolować przystąpiliśmy do nauki trzech rzeczy – 1. “STOP” czyli wskoczenie na piłkę i zatrzymanie się na niej, “OFF” czyli zejście/zeskoczenie z piłki, “TAP” czyli wskoczenie na piłkę z zeskoczeniem (bez zatrzymywania na dłużej) z niej – czy te trzy rzeczy to nie czasami podstawy nie tylko vaultów ale też innych ćwiczeń które wykonujemy ze swoimi psami ? Wskakiwania na ręce, nogi, stopy, plecy i zeskakiwania z nich (dodatkowo po zabawkę – o zgrozo!), odbijania się na sucho od naszego ciała, drzew i innych przedmiotów ? Nie mówiąc już o ćwiczeniu z psem (nie frisbee, ale czegokolwiek) na nieodpowiednim, śliskim podłożu na którym rozjeżdżają się mu łapy, szaleńczych zabawach i pościgach z innymi psami itp – dla psa który nie zakończył swojego rozwoju kostno-szkieletowego to również bardzo nie zdrowe. Jak by ktoś nie doczytał, nie napisałam nic o nauce wybijania się, bo na to moim zdaniem jeszcze przyjdzie czas właśnie wtedy kiedy zarówno ja, nasz weterynarz jak i osoby u których mamy zamiar się w tym roku szkolić uznają że już można zacząć zabawę z wybijaniem. Nasze “vaulty” – poczynione kilkukrotnie (zważywszy na to ile razy ostatnimi czasu frisbowaliśmy sądzę że bez problemu można by je zliczyć na palcach jednej ręki… ) są najzwyklejszym w świecie przeniesieniem komendy “tap” z piłki, na nogę. Za pewne niektórych rozczaruję – niestety nie wysyłam psa w kosmos, nie wymagam od niego wybicia pięć metrów w dal i dwadzieścia wzwyż (choć zrobił by to pewnie z wielką radością) – przykro mi, wyglądają one tak jak wskakiwanie na ręce,plecy czy kolana – ale bez zatrzymania, czyli bez petardy i efektu “wow”. Wracając do ćwiczeń na piłce – aby uzyskać podobny efekt do tego co w ćwiczeniu z klatkami również sadzam psa przed samą piłką – jak najbliżej się da – po to aby wyrobić mu mięśnie w tylnych partiach ciała (początkowo w przednich również) jak i nauczyć podnoszenia w górę dupci. Takie ćwiczenia na większej piłce (okrągłej, średnica coś koło 80cm, ale nie chcę skłamać bo nie pamiętam) – a dokładniej ćwiczenie komendy “Tap” uczy również tego aby pies podczas lądowania/schodzenia z piłki nadal myślał o pupie i nie lądował na “świecę”. Takie ćwiczenia bardzo pomogły i Kirce i Lilu (jej zwłaszcza) – niestety u starszych psów obserwują to iż trzeba je systematycznie powtarzać aby efekt się utrzymał, jak będzie u gnojka to się okaże, jak na razie jestem zadowolona. Reszta znowu później – idę do apteki po kolejną dawkę wspomagaczy.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s