Ohy i Ahy !

on

Dzisiaj miało być o tym jak bardzo rozpieszczone są TrzyPsy, ale jestem z nich tak zadowolona że zostawię to na później. Najpierw w obroty poszedł Hachiko – bawiliśmy się na dworze, pod latarnią, w miejscu w którym jakiś czas temu Hachara zaatakował amstaff. Zaczęliśmy od smaczków i kilku komend które znamy i lubimy czyli : kółeczka, pod nogami, turlanie itp. Następnie troszkę dostawiania – ale nie takiego ślicznego jakie robią obikowe psy, nie mam ani cierpliwości do szlifowania tego ani jakoś specjalnie mi to niepotrzebne. Dostawianie u nas ma na celu raczej pokazanie że chce aby był obok, a nie przede mną. Jakiś czas temu próbowaliśmy polubić obi, a raczej ja próbowałam bo Hacharowi wszystko się podoba, ale to nie dla mnie i już to wiem. Do dostawiania dołączyliśmy zostawianie, komendy na odległość itp. Pierwszy raz też włączyliśmy komendę STOP której tak naprawdę nigdy nie ćwiczyliśmy bo jakoś zapominałam i wszystko wyszło dość spontanicznie i naturalnie. Hachik został na warowaniu, następnie wykonał kółeczko i zawołałam go do siebie – ale nie szybko na złamanie karku, powoli – od czapy wyrwała mi się komenda na dochodzenie do owiec no i zaczął podchodzić, powiedziałam STOP – znowu od czapy – i Ha znowu to zrobił – znowu kółeczko i tym razem “do mnie” , a w nagrodę raz smaczek a raz piła do pomamlania. Zostawanie z mieszanką różnych komend powtórzyliśmy kilkukrotnie, a następnie bawiliśmy się w szukanie smakosów wśród śniegu. Nigdy nie pracowałam z psim nosem – nie lubię bezsensownego niuchania podczas spacerów itp dla tego niuchanie jakoś źle mi się kojarzyło. Pewnie niesłusznie. Od wczoraj bawimy się w szukanie smakosów w śniegu. Zaczynamy od posadzenia dupy na glebie, powąchania smakosa którego po chwili rzucam w śnieg a później następuje szukanie. Nie wiem czy robię to dobrze czy nie, podpytam za chwilkę mądrzejszych wąchaczy, ale zarówno Hasiockiemu jak i Ki zabawa ta bardzo przypadła do gustu. Po chwili odpoczynku w domu w obroty poszła Lilu. Widziałam że jej się bardzo chce, ale szczerze mówiąc nie wiedziałam co mam z nią zrobić – musiało to być coś łatwego na tyle aby nasza zabawa nie zamieniła się w obustronną frustrację. Pacanie ryjkiem podłoża – wydaje się proste, a my jakimś dziwnym trafem jeszcze się za to nie zabraliśmy. Początkowo miałam nadzieję że uda mi się od razu zachęcić niebieskooką do pacania ryjkiem ziemi, ale już po chwili okazało się że nic z tego, że Lilu nie rozumie. Mogłybyśmy pójść na skróty i pobawić się w naprowadzanie, ale nie, wybrałyśmy trudniejszą wersję  – kształtowanie. Lilu ma to do siebie że leci schematami – skoro na ziemi stoi pudełko oznacza to że trzeba popacać je łapami, a później na nie wejść. Jeśli na ziemi stoi coś “wklęsłego” takiego jak miska czy pudło bez pokrywki  oznacza że trzeba najpierw włożyć tam łapę, a następnie wejść w całości. Położyłam Lilianę, a między przednimi łapkami położyłam małe pudełko (w borderki… ). Same położenie pudełka w tym miejscu nie było takie łatwe gdyż Lilu uznała że pudełko między łapami to zło. Zapewne zechce ją zjeść lub ukraść jej duszę więc czym prędzej trzeba uciekać. Kiedy w końcu udało nam się dojść do porozumienia z cholernym pudełkiem zadziałały schematy – pudełko wypukłe znaczy trzeba pacać ! I pacała i nic. Ani kliku, ani smakołyku. I znowu i znowu. Pańcia chyba nie chce się bawić. Na Lilokowej twarzy rezygnacja. No i wpadł mi do głowy pomysł że przytrzymam jej łapę – albo zaakceptuje mój pomysł i pokombinuje dalej albo walnie fochem i pójdzie na koc. Podjęła wyzwanie. Już po sekundzie zakapowała że chodzi o pacanie ryjkiem. Oczywiście w międzyczasie musiała sprawdzić czy OBY NA PEWNO nie chodzi jednak o pacanie prawą lub lewą łapą, ale już po kilku chwilach łapek nie trzeba było trzymać wcale. Kiedy już się wkręciła pracowała naprawdę fajnie i szybko jak na nią – jak to Lilu – musi załapać schemat. Zachęcony moimi dzikimi okrzykami radości nad inteligencją Li R również wziął kliker w dłoń by pobawić się chwilę z Kirą (!). Teraz Lilianka leży wykończona w klatce, a pozostałe dwa łobuzy jak zwykle o tej porze tłuką się w najlepsze. Wracając jeszcze do tematu obi i tego co kto lubi, nie lubi, co komu wychodzi, a co nie – teza że nie lubimy danego “sportu” bo nam nie wychodzi, bo nie czujemy się pewnie jako przewodnicy chyba do mnie nie przemawia. Co wtedy kiedy się staramy i zaczyna nam wychodzić baaa nauczyliśmy naszego pieska już kilku rzeczy, nie jesteśmy nawet najgorsi ale ciągle praca nad tym wszystkim nie sprawia nam tej szalonej radości ? Może to rzeczywiście nie dla nas i to nie dla tego że nie wychodzi. Gdyby tak to wszystko wyglądało nie potrzebna by była nikomu różnorodność i istniał by tylko jeden psi sport. Skoro jest ich od wyboru do koloru zaczynając od OBI a kończąc na treibollu to może rzeczywiście coś w tym jest. Niektórzy lubią szlifować, inni pracować na instynkcie, a jeszcze inni zapier*** 🙂 Jeśli coś nie sprawia nam radości nie ma sensu się zmuszać. Świat psich sportów jest na tyle różnorodny że szukając na pewno znajdziemy coś co sprawi frajdę i nam i naszym psom. Dobrej nocki !

Obrazek

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s