Tryn Tryn “Halo, pieska znalazłem!”

Wyobraź sobie to że podczas gdy ty pracujesz, pijesz ciepłą herbatę  i teoretycznie jesteś zaledwie pięć metrów od twojego psa jego tak naprawdę tam nie ma. Wyobraź sobie że twój pies w tym czasie biega przerażony po bardzo ruchliwej ulicy wielkiego miasta cudem unikając przejechania przez kolejny samochód. Potrafisz wyobrazić sobie taka sytuację ?

Godzina 12:30 siedzę w pracy przed komputerem, chwile wcześniej wrócił R. Psiaki grzecznie śpią na zapleczu pięć metrów dalej. Dzwoni telefon. Numeru nie znam. Odbieram. “Dzień dobry, pieska znalazłem, proszę oddzwonić bo kończą mi się pie…pip pip pip”. E hm. O co chodzi ? Nie mam pojęcia. Może o suczkę która około tygodnia temu się zgubiła. Coś nie daje mi spokoju i szybko idę na zaplecze. Lilu jest – standardowo leży na sofie, Kira jest – na dywanie, wołam Ha. Nie ma. NIE MA. Krzyczę że nie ma Ha i staram się oddzwonić. Właśnie zablokowało mi telefon. KOSZMAR. Wpadam w panikę, chwytam telefon R i próbuję dzwonić. Nie potrafię, nie znam tego telefonu, nie wiem jak wybrać numer. Szybko dyktuję numer – R wybiera i dzwoni. Wybiega z biura. Stoję na chodniku i patrzę jak biegnie. Nie mogę nic zrobić. Płacze. Nie ma mojego Hachika. Nie ma go a ja nie miałam o tym zielonego pojęcia. Kilka minut wcześniej byłam na zapleczu siusiu – był tam i skakał po mnie. Stoję i beczę. Obok mnie zatrzymuje się starsza kobieta i pyta czy ja jestem od tego czarno białego psa który kawałek dalej biega po skrzyżowaniu. Tak, to ja. Pani mówi że z psem wszystko ok i że mam się nie martwić bo zaraz będzie tu ze mną. Chce tam biec ale nie mogę bo nagle wchodzi klient. Obsługuje go, staram się nie beczeć i modle się żeby wyszedł. Wychodzi a ja wybiegam z biura. Idzie R i na pasku od spodni prowadzi Hachiego – całego i zdrowego. Przez kolejną godzinę nadal beczę i tule Ha z całych sił. Nigdy bym sobie nie wybaczyła gdyby coś mu się stało. Nigdy. Wracamy na zaplecze – okazało się że ktoś nie zamknął drzwi na oficynę, a tam durni budowlańcy zostawili otwartą bramę wjazdową. Jestem wściekła. Zawsze sprawdzam kilkukrotnie czy drzwi na pewno są zamknięte. ZAWSZE. Kiedy R dobiegł na miejsce Hachiko biegał po bardzo ruchliwej ulicy. Chłopak który go znalazł stał obok i próbował przywołać, ale H mu nie ufał – biegał na około ale nie chciał podejść bliżej.  Jeden z samochodów wyhamował przed nim. R zatrzymał resztę ruchu i zawołał go.

W tej chwili Hachiko leży na zapleczu na kanapie obok Lilu. Drzwi są szczelnie zamknięte i zastawione. Mnie ciągle boli brzuch i jest mi niedobrze. Gdyby coś mu się stało…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s