Pracowity poranek

on

Dopiero 10:30 a ja czuję się tak jak by była co najmniej 15:00. Dzisiaj wstaliśmy wyjątkowo wcześnie ponieważ czekała nas pierwsza od około roku podróż do pracy komunikacją miejską. Pisząc nas ma na myśli mnie i Hachika który ostatni raz autobusem jechał właśnie rok temu. Przyzna szczerze że stresik się pojawił i to wcale nie mały. Ostatni raz kiedy wspólnie podróżowaliśmy autobusem Hachar był malutkim, sympatycznym pyrtkiem który bardzo ładnie znosił podróż i ogólnie panujący gwar. Tym razem jednak miałam wsiąść do środka komunikacji miejskiej z na pozór groźnie wyglądającym kawałem psa któremu dodatkowo ostatnimi czasy włączyło się witanie z człowiekami. Dwadzieścia minut przed czasem byliśmy oboje gotowi – ja wyposażona w paszport, saszetkę, smakosy i piłki, Ha natomiast z kagańcem na szyi i uśmiechem na gębie. Na nasze szczęście autobus prowadził bardzo miły Pan kierowca który nie dość że przywitał się z Ha to jeszcze kazał zając nam 2 miejsca siedzące z przodu “żeby Hacharowi było wygodnie”. Im dalej jechaliśmy tym więcej ludzi wchodziło na przystankach. Ha początkowo witał machającym ogonem i szerokim uśmiechem nowych pasażerów, jednak po 30 minutach jazdy zabawa w klauna mu się znudziła. Dodatkowym powodem dla którego Ha przestał tak wylewnie witać wsiadających był też fakt iż podczas jednego z takich spektakli jego wielgachny ogon powędrował gdzieś w dal, wyszedł za dzielącą nas od drzwi szybę i trach ! drzwi przyczasły Haczykowy ogon. Na szczęście nic poważniejszego się nie stało – Ha chwile popłakał, Pan kierowca szybciutko otworzył drzwi i udało się uwolnić niesforny ogon. Resztę podróży Hak siedział obrażony i juz nie chciał się z nikim witać. Równo po godzinie wysiadaliśmy już na dworcu głównym w Bytomiu. No i tu kolejny mój stres ponieważ po godzinnej podróży czekało nas jeszcze przejście przez centrum dużego miasta. Po dotarciu do celu okazało się iz moje obawy były całkowicie bezpodstawne – Ha bardzo ładnie zniósł podróż autobusem, przez miasto również dzielnie przeszedł.  Teraz mój mały chłopiec leży sobie na zapleczu, na sofie i drzewie. Ehh dopiero 11:00…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s