Na majówce w Annówce

on

Dotychczas ostatnie nasze majówki spędzaliśmy na Chorzowskich zawodach z serii DCDC, a później zazwyczaj grillowaliśmy nad jeziorem lub wyjeżdżaliśmy gdzieś dalej. Z racji tego iż w tym roku zabrakło chorzowskich zawodów postanowiłam wybrać się z Ha na mój pierwszy w życiu obóz z psem do Annówki. Droga mijała dość mozolnie, ale w końcu po 8h udało się dojechać na miejsce. Annówka okazała się być całkowicie inna niż ją sobie wyobrażałam – na duży plus. Zamieszkaliśmy w czteroosobowym pokoju w towarzystwie borderów Madi i Majla oraz tollera o imieniu Frugo. Niestety jak się okazało połączenie trzech dorastających samców i jednej suki na pierwszy rzut oka nie było za dobrym połączeniem i obawiałam się iż bez klatek dla chłopców się nie obejdzie. Na szczęście już następnego poranka rozegrała się “gra o tron” i wszystko się uspokoiło. Psiaki bez większych problemów biegały po pokoju luzem zacieśniając wspólne więzi. Schemat dnia wyglądał prawie zawsze tak samo -> pyszne śniadanie -> ludzka rozgrzewka -> rzucanie/sesja z psem -> obiad ->toss bez psa i z psem. W międzyczasie cieszyliśmy się bliskością lasu oraz jezior. Cała majówka minęła mi bardzo szybko i dość spokojnie. Przyznam że troszkę się jej obawiałam – nie wiedziałam jak na tyle dni w obcym miejscu, pracy w rozproszeniach i taką ilości innych psów zareaguje Ha – czy da radę? Czy będzie mu się podobać? Czy będzie w stanie opanować swój mózg na tak długo ? Okazało się że mam kolejny powód do dumy i coraz lepiej poznaję mojego psa. Droga powrotna teoretycznie minęła by nam dużo szybciej niż ta w stronę “do” gdyby nie korek zaraz za Annówką w którym spędziłyśmy ponad 30 minut i ten przed bramkami na autostradzie który wchłonął nas na ponad godzinę. Mimo utrudnień na drodze, korków i żaru z nieba podróż powrotna minęła bardzo przyjemnie, śpiewnie i na wesoło. Minęły dopiero 3 dni, a ja już troszkę tęsknie za Annówką, pysznym jedzeniem i rzecz jasna za bardzo miłym towarzystwem za które jestem niezmiernie wdzięczna. Mój mózg bardzo tego potrzebował.

Weekend w Annówce uświadomił mi też jedną ważna rzecz – frisbee to dla mnie bardzo przyjemna zabawa, a owce to praca którą uwielbiam ponad wszystko. Nie ma drugiej takiej “dyscypliny” która pokazała by nam prawdziwy obraz naszego psa, tego jaki naprawdę jest tam w środku, co w nim siedzi. Obraz pracującego bordera jest najwspanialszym obrazem na świecie – dla mnie 😉

Wczoraj podczas pakowania psów do samochodu w drodze do domu z pracy zostałam oblężona przez gromadę dzieciaków w wieku ok 3-8 lat które bardzo chciały pomiziać pieski. Jako że Ki to zadymiara, a Lilu nie nadaje się do takich kontaktów (no chyba że ktoś nie kocha swojego dziecka…) schowałam panienki i z lekkim stresikiem przedstawiłam dzieciom Ha. Hm mój mały chłopiec zadziwił mnie po raz kolejny. Ci którzy go znają wiedzą że jest wulkanem energii czasami dośc wylewnym w okazywaniu uczuć. Tym razem bez zbędnego trzymania za szelki usiadł przed najmłodszą, chorą dziewczynką i zaczął tulić do niej głowę. Dziewczynka dotykała go po głowie paluszkiem, a on cały czas siedział grzecznie pozwalając na wszystko. Kiedy dziewczynka schowała rączkę po raz kolejny przytulił do niej głowę i dał delikatnego buziaka w buzię. Ojciec dziewczynki był dość wzruszony tym obrazkiem, zresztą tak samo chyba jak ja 😉 Po chwili gdy wsadziłam Ha z powrotem do samochodu ten znowu zamienił się w mały wulkan energii. Jestem bardzo ciekawa czy kiedykolwiek przestanie mnie zaskakiwać… 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s