Ludzka alternatywa psa pasterskiego

Dzisiejszy dzień minął pod znakiem akcji ratunkowej pt ” Wróć dzika Wedelko, wróć!” która w skrócie minęła mniej więcej tak:

Pod wpływem niespodziewanego impulsu pewna koza zwana Wedelką poczuła dziki zew wolności krzyżując tym samym plany sporej liczbie osób i jeszcze większej liczbie psów. Wiedziona swymi kopytkami pognała w bliżej niezidentyfikowaną stronę zostawiając za sobą zdezorientowanych ludzi, psa i zasmuconą właścicielkę. Jako iż koza nie należała do tych z wielkiego miasta trzeba było sprowadzić ją ponownie do domu, ale najpierw ją odszukać, co wcale nie było takie łatwe i zajęło kilka ładnych kilometrów, kilka litrów benzyny, kilka mm zdartych podeszw i kilka godzin czasu . Atmosferę dodatkowo podgrzewał fakt iż owa kózka nie była ani zbyt towarzyska w stosunku do ludzi ani psów. Jedynym towarzystwem jakie jej odpowiadało było towarzystwo baranowatych. Działać trzeba było szybko i zgranie. Cała akcja ratunkowa skończyła się powodzeniem dzięki tropicielowi który przez pewien czas zamieniał się również w człowieko-psa pasterskiego (bijąc przy tym na głowę trójkowe psy trialowe rozciągając swój outrun na ponad kilometr! ), strategowi-wypłaszaczowi-pasterzowi w jednej osobie który na bieżąco konstruował plan działania, kolejnemu wypłaszaczowi i dwóm psio-strażniką którzy uniemożliwiali ponowne wymknięcie się Wedelki. Uff. Koza wróciła do domu cała i zdrowa. 

Cała sytuacja była bardzo nerwowa, pełna emocji itp. Moje emocje zostały dodatkowo podkręcone w między czasie i poziom mojego nabuzowania i wewnętrznego wkur*** sięgnął zenitu. Całe te negatywne emocje wyczuł oczywiście mój najukochańszy Haczykowy czujnik osobisty. Jako że jesteśmy połączeni jakimiś niewidzialnymi, magicznymi nićmi (czasami mam wrażenie że Ha jest moim daimonem…) mój wspaniały humor udzielił się i jemu no i poszło… wyszedł z niego SZATAN. Ja jak to ja oczywiście chciałam zrezygnować z dalszej “pracy” (co z teraźniejszej perspektywy wydaje mi się głupie), ale na szczęście pewna dobra dusza “zmusiła” mnie do kontynuowania i muszę przyznać że wyszło to nam obojgu na dobre 🙂 Po tej swoistej walce którą przeszliśmy oboje nastąpiła chwila rozluźnienia kolejno: przy herbatce i w klatce. Ciśnienie zeszło… i na szczęście wszystko wróciło na dawną drogę.

a no i Lilu i Kira ! nie można o nich dzisiaj nie wspomnieć. Kirka dała popis swych umiejętności przeprowadzając stadko owiec z owczarni do koszaru (bez większego rozpierdzielu, podgryzania i ogólnego szału) dając przy tym do pomyślunku kilku pastuchą, a Lilu miała wspaniały dzień – była wesoła i chętna do zabawy cały czas 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s