Wszechstronne psy sportowe !

Od kilku tygodni nasze życie jest pełne zmian, staje na głowie… no i uśmiech dość często nam towarzyszy 🙂
Zmiany w pracy, w domu…

Dając się ponieść nurtowi zmian poczyniliśmy kilka treningów agility – głównie z Lilu, bo to przecież stary, agilitowy wyjadacz (hyhy) ale i Panu H udało się zabrać z nami dwukrotnie. Agility to nie moja bajka. Za dużo obracania, machania rękami i zastanawiania się która ręka jest prawa (i czy oby na pewno to ta!) a która lewa – ale mimo wszystko te kilka treningów sprawiło nam frajdę i na pewno jeszcze jakiś poczynimy. Te krótkie przebiegi pozwoliły mi też dokładniej zaobserwować to z czym od dawna się borykam – uzewnętrznianie moich emocji i ekscytacji – i jak się okazało już całkiem całkiem udaje mi się nad tym zapanować! Oczywiście jest to dużo trudniejsze kiedy na jeden trening zabieram ze sobą Magicznego Konika Pony i Ha. Dla zobrazowania przebieg z Lilu wygląda mniej więcej tak:zostań, zostań! ZOOOOOOSTAŃ! go! Lilu HOPA ! HOPA ! HOPA! TUUUUUUUUUNEL! Lilu GO ! HOOOOOPA! LILU LILU ! TUUUU ! HOPA! LILUUUU GOOOOOOO GOOOOO GOOOO HOOOOOOOOPA! SUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUPER PIESSSSSSSSSSSSS SUUUUUUUUUUUUUUUUUPER! + energiczne machanie wszystkimi kończynami. Oczywiście Lilu nie jest jakimś demonem prędkości i całą swoją energię mogę poświęcić na wołanie, zachęcanie, nagradzanie i wydawanie komend ale wbrew pozorom jest to dużo bardziej męczące niż bieg. Cały czas pozostają również w głowie myśli czy pobiegnie? czy jej się podoba? czy czegoś się nie wystraszy? czy z biodrami ok? Po takim psycho-młynku następuje chwilka przerwy, lub nie, i pora na bieg z Panem H. Nie mam na myśli biegania pełnych torów bo wspólnie obcowaliśmy z agility zaledwie dwa razy –  2-5 hopeczek, jakiś tunel. Uff wiem że muszę się uspokoić, nie pobudzać go aby mógł użyć mózgu, ale w mojej  głowie jeszcze ciągle bije echo “Lillluuuu hooooopa Liluuuuu”  –  początki nie są łatwe. No to lecimy: lay down, zostań (i zostaje tak pięknie <3), Hachiko hopa! (no i się zaczyna mój szał mózgu) hoooopa hopa! tuuuuuuuuuuuuuuuuuuunel tunel! i dupa. Szybkie ogarnięcie, wyciszenie mózgu i każdy następny raz jest lepszy – a wystarczy tylko używać buzi wtedy kiedy jest potrzebna – niby proste ale jednak trudne 🙂 Hachi skacze ładnie, do przodu (nie na kuleczkę jak we frisbee) co mnie nieco zdziwiło (pozytywnie). Podczas drugiego treningu towarzyszyła nam suczka w cieczce ale nie był to jakiś większy problem dla mojego małego chłopca. Lepiej biega na nagrodę słowną niż wtedy kiedy mam w ręku piłkę która go nakręca. Do tunelu wbiega jak petarda i jak petarda z niego wybiega. Niestety nie wyobrażam sobie jakiegoś poważniejszego wspólnego biegania bo najzwyczajniej w świecie nie jestem w stanie za nim nadążyć. Frajdę ma – ale do tej pory nie spotkaliśmy się z niczym co robione wspólnie frajdy by nam nie sprawiało (no może obi…;] ) – lecz nie jest to taka total frajda jak przy frisbee czy pasieniu. Niebawem poczynimy kolejne treningi i z moim małych chłopcem i z Lilu-mózgotrzepem.

 

Obrazek

 

 

Advertisements

One Comment Add yours

  1. Cezarko says:

    Współpraca z naszymi milusińskimi to najprzyjemniejsza rzecz. Są wierne, wdzięczne i zabawne. Nasze szczeniaki też przysparzają nam wielu emocji;)

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s