Miniaturowy owczarek garażowy – Lili

Trochę ponad miesiąc temu zawitała w naszych progach Lili (nie mylić z Lilu 😉 ) – niskopienny owczarek garażowy… ale wróćmy może do początku jej historii.

OK 2 lata temu pewien ktoś (kto za pewne ma rodzinę, bardzo kocha swoje dzieci i co niedzielę zasada w pierwszych rzędach kościelnych ławek) wyrzucił jeszcze wtedy szczeniaczka z jadącego samochodu. Świadkiem tego wydarzenia był ochroniarz naszych garaży. Pozbierał sunię z ziemi i zabrał (jak nam się jeszcze do niedawna wydawało) sunię do garaży gdzie przeżyła swoje kolejne 2 lata pod “opieką” jego i drugiego Pana ochroniarza. Od czasu do czasu mieliśmy z nią kontakt i byliśmy świadkami szkolenia jakie wprowadził jej jeden z Panów ochroniarzy. Oczywiście zwracaliśmy uwagę że to szczenie, że w ten sposób tego się nie robi i tak się nie uczy – jak grochem o ścianę… ale koniec końców pies nie miał najgorzej (jak nam się wtedy wydawało) – miał gdzie spać, co jeść i gdzie pobiegać. Jako że ostatnimi czasy dochodziło do częstszych kontaktów Lili z trzema psami postanowiliśmy zabrać Lili do domu i porządnie wykąpać (śmierdziała niemiłosiernie…). W domu pies idealny – grzeczna, cicha, nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. W wannie marzenie – poprosiło się by stała – stała, by usiadła – siedziała – jakże miła odmiana po 20 krotnym powtarzaniu “Lilu wyjdź z kuchni, Hachiko zostaw Lilu w spokoju” itp. Biologia nigdy nie była moją mocną stroną ale wzrok na szczęście mam dość dobry… i niestety stan Lili wydawał mi się dość znajomy. Była gruba… ale nie tak zwyczajnie. Brzuch schodził dopiero pod żebrami, cycki w kształcie stożków. Wieczorem odwiozłam ją z powrotem na garażem mając cały czas w głowie jedną myśl “co teraz?”. Niby nie mój pies, nie moja sprawa…a jednak moja. Na miejscu pokazałam R jak pies wygląda, on zrobił “rozeznanie” wśród Panów ochroniarzy i okazało się że “któremuś przypadkowo uciekła” i ? i nic. Nagle pies okazał się niczyj, problem niczyj… Szybki telefon jeden, drugi. Po weekendzie zabraliśmy Lili do weterynarza gdzie miała przejść aborcję połączoną ze sterylizacją. Jak wielkie było moje zdziwienie, szok, smutek i totalna dezorientacja gdy wet powiedział iż poród za ok tydzień ! 😦 Przebadał sunie dokładnie, coś mu się nie podobało… wspólnie z TOZ podjęliśmy decyzję że operacja się odbędzie. Po kilku godzinach odebraliśmy Lili i przewieźliśmy do domu tymczasowego gdzie spędziła kolejne dwa tygodnie i święta. Jej stan bardzo szybko się polepszył, już wieczorem po operacji miała świetny humor. Jak wielkim szokiem był dla mnie każdy kolejny raz kiedy odwiedzaliśmy weterynarza – ona spokojna jak gdyby nigdy nic, na luźnej smyczy, dająca zrobić ze sobą wszystko o co tylko Pan wet poprosił… W domu anioł, na dworze również. Minęły dwa tygodnie, nastąpiła zmiana DT – po tygodniu w nowym mieli przylecieć jej nowi właściciele którzy już wcześniej sunię poznali. Przylecieli, zabrali do nowego domu. Wszystko było super do czasu aż Lili zobaczyła kury – niestety po tym zapoznaniu jedna z kurzych przedstawicielek straciła życie. Później wszystko potoczyło się dość szybko i gwałtownie. Telefon i moje nerwy. Nie będę oceniać nowych właścicieli i ich podejścia bo to już niczego nie zmieni – a zmienić mogło się wiele przy odrobinie zaangażowania i pracy na którą ja nie miałam już nawet ochoty. Poprosiłam o oddanie psa, na którego czekał już “nowy stary” dom. Drugi DT. Mieszka w nim już prawie miesiąc, zaczyna prowadzi aktywne psie życie i jest oczkiem w głowie swojego właściciela. Dostała piękne, fioletowe szelki i nowe możliwości poznania innego niż dotychczas życia. Ma za sobą już kilka psich spacerów na których świetnie sobie radzi – jej jedynym problemem jest to że nie potrafi się komunikować z innymi czterołapnymi, ale to również zmieni się za jakiś czas. Zaliczyła już też swój pierwszy trening frisbee na którym szarpała się dyskiem i biegała za rolerkami.

W zeszłą sobotę byłą na wielkim psim spacerze połączonym z pracą w dużych rozproszeniach – targetowała moją dłoń, siadała, pacała i szarpałą się szarpakiem – magia ! Jest częstym gościem w naszym domu a Kira coraz mniej ją nienawidzi 🙂

Ulubionym kompanem sprintów i łóżkowych nawalanek stał się natomiast Ha który z jednej strony bezbłędnie potrafi zachęcić ją do zabawy a z drugiej potrafi ustawić kiedy jej zachowanie jest bardzo natrętne. Takim oto sposobem trzy psy przeradzają się powoli w kwartet 🙂

DSC_0396

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s