Idą zmiany !

on

Co prawda mamy kwiecień, a zmiany przyszły w grudniu ale lepiej późno niż wcale.

Od grudnia jestem kurą domową. Siedzę w domu z trzema psami i babcią, do dyspozycji mam samochód, robię zakupy, sprzątam, gotuję, spaceruje z psami, odwiedzam częściej babcie, dwa razy w tygodniu ćwiczę. Moja buzia nabrała normalnego koloru, nie mam worków pod oczami (no chyba że siedzę na kompie do 3 w nocy… ), zdrowiej się odżywiam. Wydawał by się że mam masę wolnego czasu, a moje życie to sam fun – jak się okazało zimą i wczesną wiosną  dom przy trzech psach i “mechaniku” wygląda jak chlew. Zwłaszcza kiedy większość znajdujących się w nim mebli jest biała 😉 Codzienne odkurzanie, czyszczenie białej (sic!) skórzanej sofy, wycieranie stołu… w sumie niby nic i w godzinę da się uwinąć. Codzienne wymyślanie obiadowego menu wychodzi mi w miarę dobrze, z przyrządzaniem ciutkę gorzej. Niby pięknie, ale jednak nie do końca… Nie lubiłam swojej poprzedniej pracy – nawet bardzo – ale byłam do niej przyzwyczajona. Wiedziałam że muszę wstać o wyznaczonej godzinie, zrobić konkretne rzeczy, wysłuchać tony czasami miłych a czasami przykrych słów, poukładać grafiki, wysłać zamówienia. Teraz teoretycznie nie muszę nic (po za obiadem), nie mam określonych godzin wstawania, mogę iść z psami na spacer lub nie. Mogę nie myć głowy przez tydzień, nie malować się i chodzić w dresie. I tak też niestety się dzieje. Nie mam motywacji aby o siebie dbać, aby zrobić coś “ponad”. Czuje się niepotrzebna i jak by wyrwana ze świata. Trudno jest mi przyzwyczaić się do tak dużych zmian… Mimo że powinny cieszyć, nadal mnie przytłaczają… i zdaje sobie sprawę z tego że inni ludzie mają masę gorszych problemów na głowie, ale nikt nie lubi czuć się bezwartościowy…

Dzisiejsze popołudnie spędzam z książką w ręce (Dan Brown – Inferno), wielkim różowym kubkiem pełnym herbaty, paczką herbatników i trzema psami porozrzucanymi po pokoju jak perskie dywany.

Mam nadzieję że uda mi się zmotywować do naskrobania kilku wpisów bo mimo wszystko weekendy spędzam aż nazbyt aktywnie 🙂

Urodziny Lilu o których nawet słowem nie wspomniałam, szkolenie dla kynoedukatorów, otwarte treningi – frisbee i posłuszeństwa kończące się zazwyczaj super spacerami, pierwsze zajęcia Hachiko z dziećmi, piknik w Opolu, zakażenie łapy Hachika, weekend tropieniowy z Kasią Harmatą, zlot cattle dogów pełen frisbee, owiec, deszczu i wspaniałych ludzi, seminarium frisbee z Dominiką Piszczek (chyba najlepsze seminarium na jakim byłam 🙂 ), pierwsza wystawa Hachika – to już za mną, a przede mną wyjazd do przepięknego Podkostu i cały weekend na farmie Miveko, weekend we Wrocławiu i masa innych rzeczy we wspaniałym towarzystwie 🙂

DSC_0358

Advertisements

2 Comments Add yours

  1. To prawda, niby tak się mówi, że siedząc w domu, ma się mnóstwo wolnego czasu. Dobre sobie! 🙂 Mając zgraję zwierzaków zawsze jest coś chociażby do posprzątania. 🙂
    Życzę owocnych treningów i samych wiosennych dni. Z niecierpliwością czekam na kolejne posty. Pozdrawiam,

    http://www.jak-pies-z-kotami.blogspot.com

  2. Ola says:

    Dużo rzeczy w weekend Ci się trafiło, ale to dobrze. Ile można siedzieć w domu nie robiąc czegoś wartościowego?

    pzdr z Wrocławia
    Ola&Nitro

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s