Wroc-love : małe podsumowanie

on

Od prawie 2 tygodni byłam chora – gorączka, smarki po pas i okropny kaszel przez który nie mogłam spać od wielu nocy.

Skłamała bym gdybym napisała że nie poszliśmy na frisbee ani razu – owszem poszliśmy, ale czułam się na tyle źle że nie potrafiłam ustać na nogach, a z rzucania wychodziła jedna wielka kaszanka. W mojej głowie pojawiły się myśli że jednak zrezygnujemy z freestylu i zostaniemy tylko przy tossie. I taki też był zamysł aż do piątkowego wieczoru. Dzień przed DCDC był drugim od wielu dni bez gorączki, humor dopisywał tak więc postanowiliśmy razem z R że pójdziemy porzucać. Szło nam “w miarę”, ale z uśmiechami. Wieczorem zapadła decyzja “raz kozie śmierć”. Zasnęłam szybko i przespałam właściwie całą noc (5 godzin!) 🙂 Niestety przed wyjściem z domu zapomniałam wziąć lekarstwa co poskutkowało późniejszą gorączką… 😦 Do około godziny 12:00 czułam się jak chodząca śmierć. Podczas pierwszej rundy tossa nie byłam w stanie rzucić dysku. Brakowało mi sił. Hachiko widząc mój stan troszkę się wygasił a moje samopoczucie już całkiem szlag trafił. Na szczęście było ze mną kilka osób które trzymały mnie na duchu, aspiryna i inne tym podobne zaczęły działać. Wzięłam Ha na kilka rzutów i o dziwo było super. Ha chyba wyczuł że jest już lepiej. A później eh… znowu szlag by to trafił. Jest takie powiedzenie “paluszek i główka to szkolna wymówka”  niestety nie tym razem… to nie pierwszy raz kiedy moja lewa ręka zaczęła drętwieć. Masowanie za wiele nie pomogło, na szczęście jest jeszcze coś na czym prawie zawsze można polegać – adrenalina. Nasz pierwszy występ uważam za bardzo udany. To nic że pokićkałam to co miałam w głowie, że źle porozkładałam dyski… liczy się tylko to że Hachikowi po raz pierwszy od około grudnia znowu zaświeciły oczy. Znowu frisbee i zabawa ze mną dały mu mega radość.

Po zawodach udaliśmy się prosto do hostelu.  Warunki nie urywały tyłka ale darmowy, pusty parking, park pod samym nosem, miła obsługa i niesamowicie wygodne łóżka sprawiły że na pewno jeszcze tam wrócimy 🙂 Po wejściu do pokoju Hachiko i Lilu momentalnie zjedli kolacje, pozajmowali łóżka i poszli spać. My w towarzystwie Dominiki ruszyliśmy w kierunku rynku na małą wyżerkę. Do tej pory odwiedzając Wrocław stołowaliśmy się głównie w Mc’Donaldzie, tym razem jednak szukaliśmy czegoś gdzie do jedzenia serwują również Mc’Beer 😉

No i dochodzimy do tematu jedzenia. Kto mnie zna, wie że UWIELBIAM jeść. Myślę nawet że to jedna z moich największych, życiowych miłości. Nie kręci mnie samo zapychanie się aż do porzygu (choć przyznam… zdarza się) ale raczej odczuwanie różnych smaków. Wracając do tematu – trafilismy do meksykańskiej knajpy co nie wzbudziło mojego zachwytu bo niestety nie jestem fanką tego typu kuchni ale jak miłe było moje rozczarowanie kiedy zobaczyłam menu które było w jednej połowie meksykańskie a w drugiej amerykańskie ! Odwiedzając takie miejsca zawsze dostaje oczopląsu, nie wiem co zamówić (najchętniej zamówiła bym większość rzeczy z menu). Tym razem nie było inaczej. Po bardzo długich zastanawianiach wybór padł na New York Burgera dla R i pyszną, zapiekaną z serem i pomidorami pierś z kurczaka której nie byłam w stanie zjeść. JALAPENOS – restauracja zlokalizowana na samym rynku – POLECAM z całego serca !!! W między czasie dołączyły do nas kolejni znajomi 🙂 Cały wieczór był bardzo udany, pełen śmiechu, rozmówi i śpiewu (tak!) 😉

Oczywiście… żeby nie było aż tak wspaniale. Bywając w nowych miejscach mam głupi zwyczaj patrzenia się dookoła i wchłaniania tego co mnie otacza… zapominając o tym co pod nogami. Pech chciał że moje stopy są wbrew pozorom dość wąskie, a tego wieczoru na moich stopach pojawiły się baleriny. I bach ! W chodniku który właśnie przemierzaliśmy brakowało kilku kostek brukowych a moja noga postanowiła ową lukę wypełnić wpadając dość głęboko. Kostka stłuczona, stopa lekko spuchnięta, skóra zdarta. Pozostało jedynie dokuśtykać do hostelu i zastanawiać się co z kolejnym dniem startów…  W nocy i rano stopa bolała i juz samo dojście do wc stanowiło problem. Na szczęście zabrałam ze sobą tonę bandaży elastycznych które jak się okazało miały za zadanie uratowanie mi życia 😉

Stopa obwiązana, śniadanie zjedzone, psy załatwione – jedziemy na pole ! Z góry bardzo dziękuję Dominice która przyjechała ze mną ponad godzinę wcześniej i rzucała, rzucała, rzucała, podtrzymywała na duchu i nadal rzucała gdyż jako pierwsza była przed nami runda T&F do Super Open. I udało się! 19,5 punkta ! Tylko i wyłącznie dzięki ludziom którzy tam ze mną byli, wierzyli i bardzo mocno wspierali.

Całe nasze zawody i debiut w Super Open zaliczyliśmy dosłownie na 5 ! Kończąc tym samym na V miejscu. Dzięki Ha spełniło się też moje kolejne, porzucone w okolicach grudnia marzenie – udało nam się (jak w tej reklamie – nic się nie udało… ! 😉 ) zdobyć kwalifikacje na Mistrzostwa Świata.

Przyznam szczerze że decydując się ostatecznie na start we Wrocławskim DCDC miałam jakieś tam “oczekiwania”, choć może oczekiwania to za duże słowo. Miałam marzenie – tak – zakończyć nasz występ w Top 10. O kwalifikacji już dawno nie marzyłam (a było to moje kolejne WIELKIE marzenie po ME w Szwajcarii) dla tego jej zdobycie znaczy dla mnie naprawdę wiele. Zresztą… każdy ma jakieś swoje marzenia – większe i mniejsze. Ja staram się aby moje marzenia były w miarę możliwe do spełnienia 🙂 Jak na razie o dziwo nie marzę o pudle w SO, nie jest to dla mnie jakoś specjalnie ważne… ale kto wie, może i to kiedyś się zmieni 🙂

Dzięki tej kwalifikacji kolejne z moich marzeń stało się też bardziej rzeczywiste… mam nadzieję że uda się je zrealizować.

Moje największe marzenie spełniło się 2,5 roku temu. Marzenie to nazywa się Hachiko.

 

ps. w domu, po zdjęciu buta i bandaża zaczął się hardcore… XD no i zyskaliśmy tez kwalifikację na finał do Wawy ! 🙂

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s