Kaj my byli, jak nas nie było ?

Ano my byli i tu i tam… 😉 A dokładniej było tak :

Kwiecień (chyba… albo maj ;D ) – standardowo zawitaliśmy do Rajówki na seminarium pasterskie z Haśkowym hodowcą – Mirem Kosko. Był to dla mnie dość trudny psychicznie wyjazd. Po roku siedzenia w domu wybrałam się na kurs groomerki który swego czasu był moim marzeniem, w między czasie pomagałam również w pracy koleżance, a to wszystko wiązało się z częstymi, całodniowymi nieobecnościami w domu. Ktoś pomyśli “i co z tego ?”. Ano dużo. Do tamtej pory spędzałam z Ha praktycznie 24h na dobę. Jeździł ze mną przez 2 lata do pracy i mimo że nie spacerowałam z nim przez te 8-10h dziennie, nie bawiłam się, byłam jednak zawsze “za ścianą”. Kolejny rok spędziłam z nim już totalnie uzależniając nas obojga od siebie – ale o tym co to znaczy w kolejnym poście. Rozłąkę przeżywaliśmy oboje… co można było zobaczyć podczas seminarium. Ja – jeden wielki kłębek nerwów, wiecznie niezadowolony z siebie, niedowartościowany i Ha – mój dajmon – maxymalnie nabuzowany, rozgoryczony i zły. Nasze seminarium pełne było nerwów na siebie nawzajem i mojego płaczu. Mimo wszystko sporo mnie to nauczyło, więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło… 🙂 Oczywiście nie pominę faktu iż nieco się zatrułam swoją ogniskową kiełbaską i ostatni dzień spędziłam po części w TojToju, a w drugiej części przyozdabiając pobliskie pola i płoty wymiocinami. W drodze do domu zaliczyliśmy WSZYSTKIE MOPY na trasie Wrocław-Pyskowice – wszystkie zostały przeze mnie obrzygane. Ale ale… tak płaskiego brzucha jak następnego dnia dawno nie miałam i chyba już mieć nie będę 😉 no chyba że po nastepnej kiełbasce…

Maj – DCDC Wrocław… długo wyczekany. Niestety nie zawitaliśmy tam gdyż kondycja psychiczna nie pozwoliła. Dzień przed oraz dzień po czekały mnie dość stresujące badania (TK i RM) które miały potwierdzić lub też wykluczyć obecność guza w mojej głowie – na szczęście okazało się że moja głowa jest pusta 😉

Czerwiec – DCDC Poznań – jakoś tak bez treningu, bez spiny, bez jakichkolwiek oczekiwań pojechaliśmy – bo głupio było by nie 😉 i Ha Boooom IV miejsce w Super Open – co jak gdzie ? Że my ? Okazało się że Hasiocki jest w świetnej formie, ratuje mój tyłek bardziej niż do tej pory, maxymalnie się stara i daje mi kolejne powody do radości i dumy… Mój czarny skarb. Zawitaliśmy również pierwszy raz na Dog Gamesach – bardzo fajne zawody, chyba podobały mi się nawet bardziej niż Dog Chow… jakoś tak więcej do roboty 🙂 Jedyną rzeczą do której raczej nigdy się nie przekonam jest Flyball… – ta ilość psich emocji, szczekanie to ewidentnie nie dla mnie. Podczas rozgrywek flyballowych musieliśmy odchodzić dość kawałek od pola startowego bo Kiki stresowała się tymi dzikimi odgłosami.  Podczas zawodów Haśpi pobiegł w speed dogu – pierwszym jego czasem było coś ok 45 – no własnie, czego ? Inteligentna oczywiście ani nie przeczytałam regulaminu, ani nie pomyślałam o co chodzi – nie umiałam zrozumieć jak to możliwe że Haś ma 45, a po nim idzie inny, ewidentnie wolniejszy pies a ma “mniej”. Oczywiście kiedy uświadomiono mnie że to nie czas przebiegu, a prędkość psa… Tia…. 🙂 Koniec końców Haśkowy wybiegał 48,71km/h i nie był to jego max 🙂 Poszaleliśmy też troszkę w Dog Dartbee i Time Trialach.

Lipiec – idąc za ciosem wybraliśmy się z Hachikowskim i Dagmarą Blessową na pierwsze słowackie zawody frisbee. Na miejscu troszkę pobłądziłyśmy i dotarłyśmy nieco później niż było to założone. Miejsce super, ludzie super – jedynym minusem był jeden jedyny ToiToi na polu namiotowym który przy tych +44 stopniach i sporej ilości ludzi zamienił się w bombę biologiczną 😉 Pierwszy dzień startów – Toss i Fetch – Haśkowy ma bardzo mocny grip… tak mocny że zdarza mu się pęknąć dysk – czasami nawet na dwa dyski. Podobnie było i tym razem. Pękł dysk tak mocno że ten nie nadawał się do rzucania. W tym wszystkim nie pomagał tez bardzo mocny, gorący wiatr ale ustaliliśmy wspólną taktykę – ja rzucę TO jak najdalej umiem a ty postarasz się złapać. I postaram bardzo. Na Ponad 21 pkt co przy tej pogodzie było nie lada wyczynem. Następnie Freestyle – chyba nasz najlepszy free w całym sezonie – polecieliśmy na totalnym FLOW. Wiatr był nam nie straszny, 2 niezłapane dyski, piękne vaulty i jeszcze piękniejsze overy. Ohh jak ja go kocham ! Niestety ten dzień skończył się dla mnie dość szybko. Bardzo nie lubię wysokich temperatur a przy tak ekstremalnych było praktycznie pewne że umrę. No i umarłam w namiocie… Następny dzień rozpoczął się dla nas już o 6. Nauczone tym co dał dzien poprzedni postanowiłyśmy z Dagmarą wszystko spakować i przenieść psy w nieco chłodniejsze miejsce zanim pogoda po raz kolejny nas zabije. Następnie runda Tossa któa poszła nam całkiem dobrze. No i godzinna, piesza wycieczka do “Lekarni”   po tabletki od bólu głowy… Później kolejny całkiem dobry free. A w między czasie grypowe wycieczki pod prysznice – Ja, Dagmara, Ha, Bless i Wizzy. Zimną wodą się lało jak się stało – ubrania, psy, buty, wszystko – bo niestety wszystko wysychało po parnastu minutach 😦 Nasze wycieczki były bardzo częste, a psy wręcz ciągnęły z minami “TAAAAK  pod prysznic!”. Udało nam się wywalczyć z Haśkim (no tak… dokładniej Haśkowi się udało 😉 ) I miejsce w Super Pro Toss & Fetch i V (czy IV nie pamiętam) miejsce w Super Open w całkiem zacnej stawce. Podczas zawodów usłyszałam masę przewspaniałych słów – m.in. od sędziów to że Ha był najlepszym psem zawodów – jedynym który dawał z siebie 100% i po którym nie było poznać że temperatura wynosiła +44 stopnie. Dodatkowo usłyszałam od osoby która jest jednym z moich “Guru”  ze Hachiko jest jednym z najlepszych psów sportowych jakie ona w ogóle zna… a patrząc na to gdzie była i co osiągnęła zna ich sporo 😉 Miód na moje serce. W drodze powrotnej do domu po raz kolejny mi się umarło… Sorki Daga 😉

Sierpień – Sopot Sopot Sopot !!! i kolejne Dog Gamesy. Jakiś tydzień przed zawodami podczas składania łóżka coś chrupnęło mi w kolanie. Kucnęłam i już nie wstałam. Niby nic, ale po dniu w pracy wróciłam z płaczem i ogromnym bólem. Pęknięta łąkotka i coś z wiązadłami. Do Sopotu tak czy siak pojechaliśmy – ja, mój bandaż, Rafał i nasza wspaniała trójca. Oczywiście jak można się domyśleć było po freestylu (tak w ogóle tylko raz w życiu robiłam free w Sopocie ). Pogoda po dotarciu na miejsce nieco nas załamała – LAŁO przez ponad połowę dnia. W deszczu rozkładaliśmy namiot i poszliśmy spać. Pod wieczór wyruszyliśmy na plażę gdzie odbył się dziki, psi szał radości – właśnie on jest naszym głównym celem wypadów nad morze. Sobotę po części spędziliśmy na zawodach, na plaży i na starówce i pysznej szamce mojej długo wyczekanej rybki z frytkami ❤ Jakimś dziwnym trafem udało mi się razem z Rafałem być dość wysoko podczas rundy Toss& Fetch którą to moi zdolni i kochani Panowie wygrali w bardzo ładnym stylu – zdobywając przy okazji kwalifikację na Mistrzostwa Świata USDDN !!!! Niezmiernie mnie to uradowało… 🙂 Jestem z nich mega dumna bo w końcu zaczęli się dogadywać ❤ Niedzielę spędziliśmy do południa na plaży – i to była dla wszystkich największa i najfajniejsza atrakcja. Milionowe cofanie Jelita z wody, tarzanie się Hasia w piasku i dzikie wycie Kiry jak to jej się podoba. Uwielbiam. Podczas zawodów odwiedzili nas też znajomi ze Śląska z “borderkiem z rekultywacji” – Marleyem. Powrót minął bez większych przeszkód, noga bardzo bolała ale było warto.

Kolejny weekedn i kierunek Dojczlandia. Wyjazd ze względu na mój pogarszający się stan nogi był pod sporym znakiem zapytania – no ale co tam. Pan ortopeda skwitował moje oświadczenie o wyjeździe wyrazem “żartujesz?!”, ale wiedział że nie żartuję. Następnego dnia przyjechała do mnie wypasiona orteza która w znaczącym stopniu ułatwiła mi życie… no prawie.

cdn… 🙂

cropped-333.jpg

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s