Cześć jestem Pikłiczi ! part two.

…R stwierdził że już wie jakiego chce psa więc w grę wchodzą tylko dwie opcje. Opcja nr 1 – chce psa po Glenie którego oboje uwielbiamy (Glen mieszka w Cz). Opcja nr 2 (która troszkę mnie zaskoczyła) – chce psa po Hachiko.

Opcja nr 1 nie wypaliła (z jedynego miotu który spodobał się R zostali tylko chłopcy…), tak więc doszliśmy do wniosku że trzeba wdrożyć w życie opcję nr. 2. Z suk których właściciele wyrazili chęć krycia wybraliśmy tą która odpowiadała naszym założeniom – R chciał psa z głównym nastawieniem na pasterstwo.

Dni wyczekiwania czy to już, czy to dziś. Pamiętam że tego dnia nie tryskałam radością. Ponad 4 godziny spędziłam w Siemianowicach Śląskich czekając na babcię która akurat przechodziła terapię hiperbaryczną. Padał deszcz, było zimno. PONIEDZIAŁEK. Przeczytałam zabraną ze sobą książkę i cholernie się nudziłam. Zaczęłyśmy z babcią wracać do domu, na drodze ślisko i co ? MEGA korek na autostradzie. Mój pęcherz odmawiał posłuszeństwa, byłam głodna a babcia bardzo źle się czuła. Niech to szlag! Trrrrryn telefon – rodzą się !!! i już wszystko się nie liczyło. Całą drogę powrotną przegadałyśmy z babcią o tym ile ich będzie, jakie będą i że na pewno wdadzą się w Ha!

Piątek, dość późna godzina. Właśnie wróciłam z pracy żyjąc cały dzień tylko tym że zaraz jedziemy do maluchów! W domu R przywitał mnie dziwną miną. Znam tą minę i bardzo jej nie lubię. To niby uśmiech ale taki przepowiadający coś złego. Ha Junior zmarł. Czar prysł, radość prysła…nastał ból głowy i całą drogę myślałam tylko o tym. Ha Junior był małym klonem Ha Seniora. Te same znaczenia… Pewnie gdyby wszystko zdarzyło się inaczej skończyła bym nieplanowanie z drugim Ha.

Na miejscu okazało się że mała czarna, zwana wtedy Jolantą ma się nie najlepiej. Od kilku dni nie przybiera na wadze. E – hodowczyni – wyglądała jak zombie.Przez cały weekend robiliśmy wszystko żeby Jolka została z nami. Udało się. I ja już wiedziałam że po tych kombinacjach alpejskich, karmieniach butelką, ważeniu co godzinę R wybierze ją 🙂 Nie dla tego że była “najlepsza”, najczarniejsza, najdłuższa, najkrótsza albo inne naj. Taki kosmos.

Odwiedzaliśmy maluchy co weekend, spędzając z nimi każdą wolną chwilę, a do mnie coraz bardziej docierało że za chwilę trzeba będzie się z nimi pożegnać. 8 tygodni minęło w ciągu chwili. Nadszedł TEN weekend.

Sobotni poranek – jako pierwsza opuściła nas Leena, HALeena 😉 Ulubienica cioci Uli. Następnie zabraliśmy Ha i pojechaliśmy na lotnisko odwieźć Oku. Olli, nowy właściciel Oku okazał się wspaniałym człowiekiem. Od pierwszego momentu było widać że trafił na swojego psa, a Oku na swojego człowieka. Odlecieli… Po powrocie do domu juz czekała na nas Viki, węgierka o bardzo serdecznym uśmiechu. Viki przyjechała po Ninję, naszego małego czarnucha ! Zbója nr 1. Nasza słodka para odjechała do domu z samego rana. W kojcu pozostała już tylko Pia i mały PitBull, klon swego ojca – Maitai. On również trafił do wspaniałego domu i do osoby która przed ME frisbee USDDN 2015 nawet nie myślała o tym że zacznie dzielić swe życie z amstaff-collie… Podczas tego szalonego weekendu została również  powołana do życia nasza kolejna wspaniała piątka 🙂

No i nadeszła ta chwila – PiaMia stała się oficjalnie członkiem naszego wesołego stadka.

Troszkę się rozpisałam o reszcie… ale to wszystko składa się na jedną całość.

Nasz wspólny początek – mój i Pipaka – wbrew pozorom nie był łatwy… ale o tym następnym razem 🙂

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s