Kto ma owce, ten ma co chce ?

…no nie do końca 😉

Dwa lata temu, po przyjeździe z jednego z pasterskich wyjazdów dość impulsywnie (jak to w moim przypadku bywa) podjęłam decyzję że w końcu trzeba coś w owieczkowym kierunku zrobić ! Porozwieszałam ogłoszenia po wsiach, przeszukała internety i niechcący natknęłam się na licytację ziem rolnych która odbywała się dosłownie za kilka dni.Z pomocą mądrzejszych (bardzo dużo przewinęło się pomocy mądrzejszych od tego czasu) znaleźliśmy wystawione na aukcje działki. Pasowała nam tylko jedna – przetarg za tydzień, ostatni dzień wpłacania wadium! Zbyt wiele nie myśląc wpłaciłam… i tak zaczął się nasz owczy kołowrotek.

Przystępując do wszystkich następstw wpłacenia owego wadium moja wiedza na tematy rolniczo-pastersko-budżetowe była naprawdę niewielka – jak się później okazało… Mam nadzieję że mój post pomoże takim jak ja – “chcącym lecz niewiedzącym”lub po prostu tym “rozmyślającym”.

Wróćmy do toku zdarzeń.

Wadium wpłacone. Termin i miejsce licytacji znane. Wybraliśmy się we dwójkę, razem z R. Przyznam bez bicia że nie mieliśmy zielonego pojęcia jak to w ogóle wygląda. Na miejscu zastaliśmy jednego Pana, również zainteresowanego ową licytacją (Pan niestety jeszcze kilkukrotnie przewinie się w kolejnych wydarzeniach… niestety nie w roli postaci pozytywnej dla tego nazwijmy Pana Panem “Marianem z Pola”). Widząc nas, wpadł w lekki popłoch (może za sprawa mojego za nadto eleganckiego ubioru xD ) i od razu przeszedł do działania wypytując i wymagając rezygnacji z licytacji. Niestety trafiła kosa na kamień. “NIE MA OPCJI – chcę tą ziemię i będę licytować aż wygram”. Pan przyjął to do wiadomości, skonsultował z rządzącym w rodzinie zięciem, dogadał się z nami. No i nadeszła długo wyczekiwania chwila licytacji… Siedzimy na sali – ja, Marian z Pola i 4 osoby będące komisją przetargów. Pani prowadząca licytację wyjaśnia słownie całą procedurę i pada magiczne stwierdzenie “licytujemy się w kwintalach” – WTF ?!!! W CZYM ??? COOO?!?!?!?!?! Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi, komórki z pomocnym wujkiem google w tym momencie wyciągać nie wypadało, jakoś to będzie. Licytacja trwa – ja za wywoławczą, Marian z Pola podbija o kwintala (co to w ogóle jest ?!), ja o połowę… Marian z Pola się waha, spogląda na R którego teoretycznie rzecz biorąc nie powinno być na sali, pasuje i ku zdziwieniu wszystkich razem wychodzą. Komisja wielkie oczy na mnie, ja w moje stopy… i pada pytanie “po co Pani w ogóle ta ziemia?”….”a no bo mam takie marzenie że chciała bym hodować owce” “owce?Pani?po co?” “no bo ja psy takie mam…” uff. Atmosfera na szczęście się rozluźniła. Szanowna komisja z uśmiechem na twarzach stwierdziłam że była to najdziwniejsza licytacja w jakiej uczestniczyli. Wszyscy życzyli mi powodzenia w spełnianiu marzeń. YYY mam ziemie. MAM ZIEMIĘ !!!!!!! MAMAMAMAMAMAMAMAMAM !!!!!! W KOŃCU. Wszystko to odbywało się na przełomie maja.

——- i tutaj w woli wyjaśnienia kilka spraw informacyjnych: licytacje odbywają się w kwintalach (jest to miara masy danego zboża i średnia cena skupu na dany rok), po wywoławczej można licytować co pół kwintala,  aby w ogóle do takiej licytacji przystąpić należy wpłacić wadium (najlepiej na licytację stawić się z potwierdzeniem jego wpłaty), jeżeli zostaniemy przelicytowani wadium jest nam zwracane na konto, natomiast w przypadku kiedy licytację wygramy odliczane jest ono od sumy opłat (podatek oraz kwota dzierżawy) które będziemy musieli w danym roku ponieść. Za dzierżawę, jak już wspomniałam wyżej, płaci się podatek oraz czynsz dzierżawczy. Wszystko można uiścić w sposób dwojaki – w jednej wpłacie całorocznej (osobno podatek i czynsz) lub podzielone na kwartały——————————————————————

Po rozmowie z Marianem z Pola okazało się że ziemia będąca przedmiotem licytacji była już przez niego dzierżawiona we wcześniejszym okresie i że jest mu potrzebna tylko w celu otrzymania dotacji. No i jeszcze jeden kwiatek, kwiatuszek… Marian z Pola nie będąc już jej dzierżawcą od marca posiał sobie na niej plony i złożył podanie o dotacje.

———informacje part two: aby starać się o dotację na ziemię wcale nie trzeba być ani jej właścicielem, ani dzierżawcą – wystarczy być jej użytkownikiem- taki o Polski kwiatek 😐 Natomiast aby o dotację bezpośrednią na  ziemię się starać należy mieć jej w używaniu minimum 1hekatr przeliczeniowy!———————————————-

Nie chcąc być chamem (tia…) dogadaliśmy się z Marianem z Pola że spokojnie może sobie zebrać plony (Marian zobligował się terminowo do połowy sierpnia) po czym przygotuje nam ziemię pod wysiew trawy. Sierpień minął, minął też wrzesień. Pan dopiero wtedy zebrał swoje plony  zostawiając na polu ścierń (kolejne słowo które wpadło do mojego słownika ;D ). Telefon jeden, drugi dwudziesty. Nic. A to Marian z Pola nie ma czasu aby pole obrobić, a to maszyna mu się zepsuła i tak oto dobiliśmy do października. Niestety tutaj moja cierpliwość się skończyła – poszło pismo ze skargą do gminy.  Gmina postraszyła Mariana, Marian w odwecie przeobraził moje pole w pole minowe… po przejściu piechoty i kawalerii. Kiedy przyjechałam na miejsce i zobaczyłam to co Marian zrobił z polem popłakałam się. Oczywiście R skontaktował się z Marianem, przekazał mu kilka słów. No i zaczęło się szukanie rolnika który wyrówna pół metrowe okopy, przekopy, dziury po minach przeciwpiechotnych itp. Było 5, podjął się jeden. Oczywiście Panu rolnikowi trzeba było zapłacić kolejne pieniądze (kilka godzin pracy, kilka maszyn, kilka stówek…) a pole wciąż nie wyglądało idealnie. Trudno.

———info part three: jeśli jesteście dzierżawcą ziemi dobrze przeczytajcie umowę. Są w niej zawarte wasze obowiązki względem pola, takie jak dbanie o rowy melioracyjne itp oraz informacją w jakim stanie powinniście (pod groźbą kary finansowej np.) owe pole zdać———————————————————————-

Listopad. Tak, listopad to idealna pora na wysianie trawy… oczywiście to sarkazm z mojej strony. Jedno szczęście że tamten listopad był naprawdę ciepły! Jaką kupić, ile kupić, jak to siać ? Tutaj znowu pojawili się mądrzejsi. Doradzili jaką trawę zakupić, mniej więcej ile. Kupiłam trawę łąkowo-pastwiskową i jeszcze jedne rodzaj którego nazwy nie pamiętam. Pół na pół – standardowe i premium. Przyznam szczerze że miałam dylemat ile i jakie kupić ponieważ mój budżet był mocno ograniczony. Moje pole ma ok 1,5 hektara – na hektar powinno się wysiewać około 50kg trawy (teraz spójrzcie na ceny i zapłaczcie jak i ja płakałam razem z portfelem mym 😛 ). Zakupiłam ok 70kg traw, plus dodatkowo za radą mądrzejszej nieco owsa w celu szybszego zazielenienia. Całość wysiewałam ręcznie… z pomocą sierści Ha. Po kilku godzinach okazało się że lepiej idzie sianie kubeczkiem 🙂 Panowie jeżdżący  po okolicznych polach mieli mega ubaw obserwując moje poczynania 🙂 Trawa posiana, telefon do mądrzejszych – trzeba zwałować! Jak?Po co? Na co ? A no po to żeby wiatr nie wywiał i ptaki nie zeżarły. Po raz kolejny R ruszył za swój magiczny telefon, zadzwonił, załatwił, zwałowane.  Pozostała już tylko modlitwa (w ustach ateisty brzmi to komicznie 😉 ) o ciepłe noce i brak ulewnych deszczy.

——part fourth: po zasięgnięciu miliona opinii mądrzejszych, mojej babci z przechodzącym od roku 2000 tytułem ogrodnika roku, Pana z Butora, dystrybutora traw mogę stwierdzić że nie ma jednej dobrej pory na wysiew trawy. Każda z osób podała mi inny termin (od wczesnej wiosny po jesień). Są natomiast rzeczy powtarzające się wszędzie – najlepiej jak zień wcześniej tr0oszku popada, noce przez najbliższy miesiąc będą ciepłe i w ciagu tego owego miesiąca nie będzie lało… więc bądź tu mądry ;)——————————————————–

Przyszedł marzec. Trawy nie widać. Kwiecień i nadal nic, gdzie niegdzie drobniutki zielony meszek wyglądający jak dziewiczy zarost u nastolatka – niby coś tam pod nosem widać, ale ciągle się zastanawiasz czy to włos czy jednak brud. Zorientowaliśmy się że zostały nam 3 tygodnie na zrobienie wszystkiego.Zapadła decyzja. No nic, niestety trzeba meszek zdeptać 😦 (drugą było to czy brać ślub czy bawić się w owieczki… proszę o zaznaczenie odpowiedzi BY ! ;D ). Kolejna prośba o pomoc poszła w świat, tym razem chodziło o taką namacalną przy kręceniu 380 dziur pod pale, wstawieniu owych pali, wykopaniu rowków pod siatkę, zamontowaniu i naciągnięciu siatki (660m), zamontowaniu bramy i bramki, postawieniu konstrukcji owczarni, położeniu dachu owczarni, obiciu owczarni, przywiezieniu owiec. W sumie niby nic… ale to były 3 tygodnie najbardziej intensywnej pracy w moim życiu ! HARDCORE NA CAŁEGO. W słońcu, w deszczu w śniegu. Od rana do wieczora. Z bólem głowy, katarem, śmiechem i łzami. Przy wszystkim pomogła nam niewielka grupa wspaniałych zapaleńców – niewielu ich było, ale za to wariaci 😉 Nie wiem co byśmy bez nich zrobili… KOCHANI DZIĘKUJĘ WAM PO RAZ KOLEJNY Z CAŁEGO SERCA ❤

Rozpoczęcie prac zaplanowaliśmy na sobotę, a w poprzedzający piątek dowiedzieliśmy się że jednak nie dostaniemy metalowych rur na ogrodzenie (zamiast drewnianych słupków). I co teraz ? Słupków mieliśmy zaledwie 50, niezaolejonych bo po co? – miały się przecież nie przydać. Szybki wypad na olejowanie. Sobota 8 rano, grupka (jeszcze) pozytywnie nastawionych ludziów na polu. Świetna pogoda, słoneczko grzeje. Część osób znosi paliki na pole, kolejna część oznacza na obrysie miejsca wiercenia (380 w mniej więcej równych odstępach po całym obwodzie), kolejna grupa idzie i wierci. Następnie wymieniamy się robotą – część wierci, część nosi, część wbija pale w ziemie. W między czasie R jeździ po całym Śląsku i wraz z drugim pomocnikiem załatwia kolejne brakujące paliki. Godzina 17sta, wszyscy padnięci. Umawiamy się na dzień następny, oni wracają do domów a my pod garaż olejować kolejną partię pali. Po całym dniu w słońcu jesteśmy spieczeni. Następnego ranka humory już nieco mniej wesołe ale pracujemy dalej… i tak przez cały tydzień, a właściwie dwa.

Naciąganie siatki to katorga. Moje ręce były całe sine i pocięte. Ramiona bolały. W części prac pomogli nam pomocnicy, część musieliśmy wykonać w pojedynkę – i nie ma że boli. Punkt 8 rano, pada śnieg, za chwile deszcz, znowu śnieg… a Agnieszka wykopuje na polu 660m  rowów…  W między czasie trzeba było załatwić konstrukcję na owczarnie. Jeden tartak – terminy dwumiesięczne, drugi tartak – jeszcze dłużej. Trzeci tartak – udało się. Zrobią w tydzień !!! Oczywiście za odpowiednia opłatą… Trzeba było na szybko zamienić się w architekta. Rozplanować. Rozrysować. Poczytać. Stworzyć rysunki techniczne. Zamówić i po raz kolejny modlić się (ha ha) aby wyliczenia były dobre. Pozostało jeszcze pytanie jak całośc przytwierdzić do ziemi tak aby 1. teoretycznie rzecz biorą nasza budowla nie była stale związana z gruntem 2. nie porwał jej wiatr. Kolejna wyprawa do Leroy Merlin, kolejne pozostawione na miejscu miliony złotych monet… – rury kanalizacyjne pcv ? Są. Zaprawa? jest. Metalowe kotwy do montażu legarów ? Są. Baniaki z wodą i wiaderko? Sznurek, miarka i wielki karton? Są. Tak zaopatrzenia wybraliśmy się z R na pole w celu naniesienia planów naszej owczarni na ziemię. Plan na ziemi zaznaczony ( miarka, sznurek do wyznaczania linii i wielki karton do wyznaczania kątów prostych), rury wkopane w ziemie, zasypane cegłami, zalane rozrobioną w wiaderku zaprawą. Można wstawiać kotwy i ruszyć do domu z nadzieją że podczas zasychania żaden pies sąsiadów, jeleń, puma, lew, tygrys albo inny dziki kojot nie przesunie ich. Pole nie było jeszcze do końca ogrodzone więc Ofc jedną przesunął…, pies sąsiadów 😉 Prace ogradzające trwały nadal. W między czasie dojechał transport z belkami na konstrukcję. Niestety nie mogliśmy zwozić wszystkiego bezpośrednio na pole bo 1. drewno nie było jeszcze zaimpregnowane (co ofc musieliśmy zrobić ręcznie) 2. pole nie było jeszcze zamknięte. Kolejne dni wynajmowania przyczepy – największej jaką mieli (3m – belki konstrukcyjne miały ponad 5m… wożenie ich odbywało się BARDZO WCZESNYM rankiem i BARDZO bocznymi drogami) – pakowanie tego wszystkiego na przyczepkę również nie należało do zadań najłatwiejszych. Każda z belek miała ponad 5m długości i szerokość 16cm – były naprawdę bardzo ciężkie. Oczywiście wydaliśmy ogrom cebulionów na impregnaty ( przyznam że w pewnym momencie kupowałam już po prostu te które wychodziły w miarę przyzwoicie cenowo nie patrząc na ich kolor – często były to  po prostu ostatnie sztuki, R był wściekły bo on jednak woli spójność. Ja poszłam w taniość 😛 ).

CDN….  🙂 Niebawem !

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s