Kto ma owce, ten ma co chce part two.

hmm na czym to skończyłam ? a, tak ! no i nastał ten dzień – sobota. Po zwiezieniu wszystkiego bocznymi drogami, zarwaniu zawieszenia w samochodzie ( bo po co jechac na dwa razy skoro przyczepka taka wielka i tyle można do niej na raz wpakować… wszystko byle szybko! bo deszcz! bo świta! bo nie ma…

. – kropka końca czy nienawiści?

Tata Ha (i wielu innych wspaniałych psów nie żyje). Borelioza. Serce nie dało rady. Jest mi potwornie przykro… tym bardziej jak czytam pod różnymi postami pytania pt “o jejku, co się stało” (w domyśle bardzo często – ciekawe co się stało, może będzie na czym po raz enty bić pianę) 😦 nie wiem, może to…

Kto ma owce, ten ma co chce – zza kulis.

Poniedziałek, 17:08. Zazwyczaj, jak w każdy poniedziałek od ostatnich 6 tygodni od godziny 17:00 zaczynam rytmiczne podrygi i odbudowywanie mięśni uszkodzonej nogi na zajęciach o nazwie “Pośladki BUM BUM”. Nie dzisiaj. Dzisiaj nie podryguje, nie mam na to siły ani fizycznej, ani psychicznej… Dzisiaj mam dosyć (R również) i wiem że jeszcze kilka takich dni…