Farma, NHATY, WHDPY i inne owcowania part two.

on

Długo się zbierałam żeby w ogóle podejść do jakichś egzaminów, nadal uważam że w sumie pocomieto – większość (99%?) odbywających się w Polsce zawodów to zawody nieoficjalne, pod patronatem KPPP więc nikogo tam HWT nie interesuje, uprawnienia hodowlane załatwione więc tam również jest mi to niepotrzebne…. no ale 🙂 dała się namówić.

Jakieś 2-3 tyg wcześniej udało nam się pojechać na trening do naszej Agaty, przebiegliśmy sobie z Ha HWTowy tor bez większych problemów. Nawet ten nieszczęsny lift wyszedł naprawdę dobrze 🙂

No i stwierdziłam że jak już się zapisaliśmy to jednak może popałujemy ten nasz nieszczęsny lift…. no i wyglądało to mniej więcej tak: trening wyjazdowy, Ha pierwsze 3- outruny biegł pięknie, odległości po 50-150m, fetch w tempie “idziemy na rekord” ale spoko… , kolejny bieg i jeb ciul dup. Pies trzymający nam owce postanowił zawłaszczyć je dla siebie w momencie kiedy Ha do nich dobiegał 😐 identyczna sytuacja miała miejsce kolejne dwa treningi (w innym miejscu, z innym psem, ale takim samym moim wkurwem). Hachikowa pewność siebie zmalała total więc wróciłam z nim do szopy, do zgarniania owiec itp, niby lepiej, niby znowu Ha hura bura. Ostatni trening, wszystkie biegi świetnie (boszuu to były zaplanowane treningi! za pla no wa ne i przemyślane ! tak profesional – przeze mnie !!! 😀 to moja najsłabsza strona ) no i ostatni bieg, jakieś 150m, away…. Ha biegnie, zwalnia (tak!!!), jest już na lifcie i wtedy… “PIA LAY DOWN !!!!” z ust R 😐 i co zrobił Ha ? oczywiście lay down… Mój poziom wkurwienia sięgnął zenitu (tak wkurwienia, nie złości, za takie coś nie idzie się złościć, idzie przeklinać i miotać zaklęciami niewybaczalnymi, zabijać, strzelać z łuku prosto w głowę a nie jabłko.) oczywiście nie był to wkurw na Ha, a na R (!!!!!!!!!), ale spoko luzik, mimo że moje wnętrze przypominało piekło rozum mówił “spokojnie, pomóż mu, później zabijesz R” i tak się stało, ruszyłam Ha (którego morale poleciało w dół potwornie), pomogłam jak mogłam… trening się zakończył. Ogólnie to jedno z najbardziej ciulatych zakończeń treningu jakie można sobie wyobrazić przed egzaminem… 😦

No nic, pojechaliśmy.

Sobota i NHAT:

Nadal nie bardzo rozumiem po co to i co w ogóle ma na celu po za wyciągnięciem od nas dodatkowego pieniądza…

Jak wyglądał nasz “egzamin”?

Część socjalna:

Pierwsza grupa (ok 10 psów, większość samce) czekała obok siebie, z właścicielami na kontrole chipa. Podczas kontroli psy były dotykane przez sędzinę, nie mogły wykazać agresji itp – i tu taka mała rada: jeśli planujecie podejść do tego śmiesznego czegoś zwanego NHATEm pojedźcie wcześniej do weterynarza sprawdzić czy oby chip waszego psa nadal “działa”!  Jeśli nie i wasz pies będzie nie do zidentyfikowania macie egzamin w plecy. Aha do tego momentu psom podchodzącym do NHAT nie wolno było przejść w miejsce gdzie było widać owce! Następnie udaliśmy się w kolejne miejsce gdzie sprawdzane było przywołanie psa do właściciela, wspólne pokonywanie przeszkody (w naszym wypadku był to leżący na ziemi pal który pies miał przeskoczyć…. albo przejść), gdzieś przy okazji spadł jakiś zeszyt albo coś w ten deseń (przyznam że nawet nie zanotowałam w głowie tego momentu kiedy coś trzasło więc nawet nie napisze co to było – ale wiem że coś było 😀 )

Część “pasterska”:

Na znak sędziny weszliśmy z Ha na łąkę, na smyczy. Owce były w tym czasie zamknięte w koszarze. Sędzina prosiła o spuszczenie psa, Ha poszedł kawałek do przodu po czym wysłałam go na kierunek. Kilka zmian kierunków. Następnie odwołanie psa. Odejście z psem na dalszą odległość, znowu puszczenie psa, chwila przy koszarze, znowu odwołanie i koniec.

Zakończyliśmy obie części z ocenami excellent 😀 zarówno Ha jak i Po. Swoją drogą usłyszeliśmy masę super komentarzy na temat naszych psów – stylu Pii i tego jak Ha wygląda przy owcach 🙂

Po egzaminach wybraliśmy się w stronę Żelaznych Gór nad zaporę gdzie spędziliśmy większość popołudnia. Ok 28stopni, słoneczko, woda, góry i nasze 4 pokemony – szczęśliwe. No i Pan nudysta 20m obok do którego Ha namiętnie biegał…. 😀

Po wodowaniu zajechaliśmy do naszej ubytovni, hotelu w sensie. Zostawiliśmy Ha i Lilu, i razem z Po i Kiki wybraliśmy się pozwiedzać Pardubicie. Miasto bardzo ładne, niestety sam pomysł zabrania ze sobą Kiki był bardzo zły. Po jakichś 10-15 minutach spaceru (staraliśmy się iść cały czas w cieniu) była już baaardzo zmęczona, choć i bardzo wesoła 😦 Na ochłodę dostała 2 gałki lodów i 30 minut odpoczynku, niestety nie wiele to dało i musieliśmy wracać do hotelu.Następnego dnia wybraliśmy się na HWT.

Kilka dni przed egzaminami sędzina zamieściła informację iż owce nie należą do łatwych, nie chodzą za człowiekiem i uciekają do domu. Na miejscu okazało się że tak właściwie nie uciekają do domu… tylko do domu – uciekały w lewo do domu, a w prawo do reszty owiec w zagrodzie. Jednak nie to było “największym problemem” – było nim ukształtowanie terenu :/

Sam tor do przejścia teoretycznie naprawdę łatwy z tak właściwie kilkoma “problematycznymi elementami”. Odległości takie jak na egzaminie powinny być, dużo zmian kierunków,  drive away na minimum 20m, outrun na 100-118m (mierzone na mapie!) niby wszystko naprawdę proste ALE:

Po wyjęciu owiec z koszaru następował pierwszy moment w którym owce chciały zwiać w prawo – spokojnie do opanowania, przynajmniej nam się udało bez większych problemów. Po przejściu kilkudziesięciu metrów kolejny punkt z którego owce chciały zwiewać w lewo w drzewa i do swojej szopki, również opanowane choć trochę się pałowałam z Ha nad tempem i dystansem. Był bardzo nagrzany przeze mnie i niepotrzebne puszczanie go po zewnętrzu koszaru. Zmiana kierunku, kolejne pardzieścia metrów, znowu zmiana kierunku i teoretycznie wtedy powinniśmy zostawić owce, podejść do palika, puścić psa na outrun, następnie wykonać drive – niestety na tamtym terenie nie było to możliwe i kolejność nieco się zmieniła. Po drive together trzeba było zostawić owce na sporej górce, gdzie teoretycznie miał je trzymać pies asystujący (teoretycznie…wyszkolony, posłuszny pies asystujący miał pomagać aby owce nie uciekły w siną dal i stały tam gdzie miały stać) i wrócić do oddalonego o 100-118m palika. I tu zaczynały się niestety schody – sam outrun na te 118m to nie jest problem, niestety problemami okazał się teren i pies asystujący. Teraz trochę wam zobrazujęBez tytułu

Tak wyglądało pole – owce uciekały patrząc na koszar w dół do drzew i swojej budki i do domu, w górę do owczej zagrody i reszty stada. Ukształtowanie pola mniej więcej : od żółtego palika do owiec sporo pod górkę, za owcami “w górę” jak narysowana strzałka spory dół (od palika ostatnim elementem widzialnym były owce, za owcami nie było widać nic, był spory dół), od owiec w prawo (jak druga strzałka) również był spory spad przez który pies biegnący na outrunie na away tracił z oczu owce. Niestety nie pomyślałam  o tym (jak większość osób) że pies na dobiegu w pewnym momencie straci  owce z oczu – była to dla nas spora nowość, nigdy nie ćwiczona gdyż do tej pory pracowaliśmy jedynie na płaskim 😦 no tak – w Libhoście jest spora górka, ale jest to górka po całości taka sama, równo idąca w górę. W Nacesicach dodatkową “atrakcją” był spad od podbiegu psa i duży spad za owcami.

No więc po dogłębnych przemyśleniach postanowiłam puścić psa na away – pies szedł po płocie, bardzo płasko bo miał możliwość odbicia w bok zaledwie ok 3m i na dobiegu zaczęły się schody – spłaszczył aby widzieć cały czas owce, spoko rozumiem, podszedł do liftu i pies trzymający zamiast leżeć na miejscu spłoszył owce – widziałam w Ha to “przerażenie” że co ma zrobić, jak pójdzie za nimi, nie będziemy się kompletnie widzieć… Nic trudno ! Idź. No i poszedł… średnio mu szło to zbieranie, Pani trzymająca w końcu poszła po rozum do głowy i zwołała swojego psa nie płosząc nam dalej owiec i chowając się w drzewach. Zatrzymałam Ha, puściłam z naprawdę sporej odległości na kierunek… trochę dupa… jeszcze raz (przecież wiedziałam że moja pałeczka collie jest w stanie to zrobić <3)  i udało mu się, zaczął je zgarniać z drugiego końca pola. Jedna się odłączyła, koniec końców zgarnął ją… a ja pała totalna chcąc widzieć co się dzieje żeby dać mu wsparcie i mieć choć trochę kontroli nie wróciłam do palika… I tak oto poleciały nam WSZYSTKIE punkty za lift i fetch 🙂 Brawo ja ! Po tym nieszczęsnym outrunie znowu musieliśmy odprowadzić owce na drive together i dopiero stamtąd zrobić drive – tym razem poszło pięknie na max punktów, prosto w brameczki i właściwie nawet dalej…. sporo dalej 😀  znowu drive together i koszar. Dzisiaj puściła bym psa tak samo biorąc pod uwagę dwie opcje – powtórzenie komendy na dobiegu, albo po prostu odejście od palika i wyjście do psa. Ktoś pomyśli – przecież można było puścić psa górą na come bye – otóż niet… teoretycznie można było, praktycznie pies poszedł by szeroko, a przed owcami na jego drodze wyrósł by koszar praktycznie z licowany z ogrodzeniem. Spłycenie przy koszarze skończyło by się tym że pies wyszedł by praktycznie na owce. Większość przebiegów była że tak powiem “równa”, a o wyniku decydowało szczęście przy trzymaniu owiec przez pomocnika – komu ustawił dobrze i trzymał psa z tyłu poszło lepiej, komu pies ruszył owce i przeszkadzał (jak Pii czy suczce Bee) kończyło się źle. Teoretycznie rzecz biorąc uważam że tam – w tamtym konkretnym miejscu zdać powinien tak naprawdę tylko Potter, wyszkolony pies z Irlandii dla którego problemem nie było stracenie owiec z pola widzenia – pracował fantastycznie i jest naprawdę super wyszkolony ! Jestem ciekawa jego dalszych startów ! a reszta – bardzo obiektywnie mogę powiedzieć że na łatwiejszym terenie (nadal z tymi owcami, odległościami) zdali by wszyscy i z o wiele ładniejszym wachlarzem punktów 🙂

Podsumowując zdanie HWT wcale mnie nie cieszyło, wręcz byłam rozczarowana i zawiedziona…. to była walka, która teoretycznie i praktycznie powinna być bułką z masłem bo mojego psa stać na więcej (kto widział ten wie) – po całości sędzina kilkukrotnie przeliczała wszystkim punkty, BARDZO wszystkich chwaliła i pocieszała. Dzisiaj po przemyśleniu podchodzę do tego z dystansem, jest odhaczone, mam to w nosie i wiem że ilość punktów kompletnie się nie liczy i nie świadczy o psie czy przewodniku 🙂 Oczywiście ktoś sobie pomyśli że moje zdanie było by zupełnie inne gdybyśmy nie stracili tych wszystkich punktów za lift i fetch (a wtedy było by tego 80-90 a nie 62 XD ) i owszem. Może bym się cieszyła… ale jest jak jest 🙂 Zobaczymy albo poprawimy, albo olejemy i będziemy pałować się nad naszymi problemami dalej i może gdzieś wystartujemy jeszcze albo i nie 🙂

Ale powiem wam że największą frajdę mam chyba z bycia z Ha “technicznymi”… 😀 RILI !

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s